poniedziałek, 20 lutego 2012

Tarta z czekoladą i malinami

Drugi z obiecanych przepisów będących propozycją do 
Czekoladowego weekendu.
 


Tarta z malinami i cudownym czekoladowym farszem
Przepis z książki kucharskiej KitchenAid.

Ciasto 
 200g maki
1 jajko
skórka otarta z 1 sparzonej wrzątkiem cytryny
3 łyżki mączki ze startych migdałów
150g masła
szczypta soli
50 g cukru
odrobina (łyżeczka lub dwie) zimnej wody

Farsz
2 tabliczki gorzkiej czekolady
2 łyżki śmietanki kremówki
50g masła

Dodatkowo: 350 g malin (lub wiśni)



Mąkę, skórkę cytrynową, cukier, sól i mączkę migdałową po wymieszaniu - zagnieść z masłem na zacierki. Dodać całe jajo i odrobinę wody, tak aby ciasto zaczęło się sklejać. Wyrobić w kulę, włożyć do woreczka foliowego i schładzać 3 godziny w lodówce.
Piekarnik rozgrzać do 210 st.
Ciasto rozwałkować do formy do tart, podpiec spód 10 minut z fasolkami, potem bez obciążenia kolejne 15 minut.
Ciasto wyjąć z piekarnika - przestudzić.

Czekoladę roztopić (u mnie mikrofala), a w małym garnuszku podgrzać śmietankę -prawie do wrzenia, dolać do roztopionej czekolady, dołożyć tam również masło - wszystko razem dobrze wymieszać łyżeczką.

Maliny ułożyć na dnie tarty, zalać ciepłą czekoladą, pozostawić do lekkiego zastygnięcia masy czekoladowej.

Uwagi.
Wpisuję raczej chaotycznie, tak jakbym zrobiłabym  to w brulionie z przepisami :)
Czekolada i proporcje podane przeze mnie - idealne; w oryginale była o 1 więcej czekolada.
Samego ciasta jest stanowczo za dużo (autor nie podał rozmiaru formy do tart). Następnym razem zrobiłabym ciasto raczej z mojego starego przepisu na tartę cytrynową - ewentualnie wzbogacone o skórkę cytrynową :)


Już na etapie wyrabiania ciasta miałam uzasadnione obawy o całe jajo, jak dla mnie wystarczyłoby wyłącznie żółtko.
Maliny z powodzeniem można w sezonie letnim zastąpić drylowanymi wiśniami.
Generalnie stawiam tej tarcie 4, bez plusa ;)
Niemniej, do czekoladowego farszu wrócę pewnie nie raz :)



Etykiety: ,

wtorek, 14 lutego 2012

Walentynkowa tarta z karmelizowaną cebulą

Z roku na rok coraz mniej chętnie biorę udział w tej ogólnoświatowej maskaradzie.
Czerwone serca tu i tam, szal pluszowych misi, kartek walentynkowych... 
Chyba z tego wyrosłam.
Bo uczucie trzeba pielęgnować i okazywać codziennie, nie od święta, nie tylko w Walentynki.

Niemniej, na Walentynki - dostałam od męża komedię "O północy w Paryżu".
Tak, trzeba się zrewanżować ;)


Za Beą zapodaję więc tartę z karmelizowaną cebulą.
Przepis bez większych zmian.
 

Karmelizowana cebula

700 g czerwonej cebuli
2 łyżki delikatnej oliwy
300 ml czerwonego wina (wytrawne)
 2 łyżki miodu
ok. 2 łyżeczki cukru trzcinowego
2 łyżeczki octu balsamicznego
szczypta soli



 

Cebulę obrać i pokroić w cienkie krążki. Oliwę rozgrzać i dusić cebulę przez kilkanaście minut, aż stanie się miękka i zacznie zmieniać kolor, mieszając od czasu do czasu. Następnie dodać pozostałe składniki, wszystko wymieszać i dusić na bardzo wolnym ogniu przez około 45 minut, lub do momentu aż cebula będzie intensywnie czerwona i skarmelizowana. Przechowywać w chłodnym miejscu lub spożytkowac od razu :)
Ja użyłam jej do przygotowania (również za  podpowiedzią Bei) niecodziennej tarty.



Walentynkowa tarta z karmelizowaną cebulą



Składniki:
paczka gotowego ciasta francuskiego
skarmelizowana cebula z przepisu powyżej
1 opakowanie mozzareli (kulka) 
odrobina orzeszków pinii
kilka łyżeczek (2,3) oliwy z oliwek, do skropienia po wierzchu

Na blasze rozłożyć ciasto francuskie (rozkładam na oryginalnym papierze dołączonym do ciasta).  Ciasto francuskie podzielić nożem wzdłuż na 2 części,  nałożyć na nie po środku cebulę, pozostawiając około 1 cm brzegi puste. Rozerwać palcami odsączoną z zalewy mozzarelę, rozłożyć na cebuli, całość posypać orzeszkami pinii, skropić oliwą.z oliwek Wstawić do piekarnika rozgrzanego zgodnie z przepisem na opakowaniu ciasta, piec do 12-15 minut.

Podawać gorące.

ps. Jedną połówkę tarty przyozdobiłam  także odrobiną pleśniowego sera, niemniej sama mozarella jest idealna.

Tarta dzięki cebuli ma walentynkowy akcent - piękny, głęboki czerwony kolor. Cebulę (i Beę hi hi ) powinnam wychwalać pod niebiosa, bo zdecydowanie trafiła w moje smakowe upodobania. No, więc wychwalam i dziękuję.

Etykiety: , ,

piątek, 27 stycznia 2012

Tarta z cukinią, parmezanem i roszponką

Jestem monotonna. Bo nie potrafię się odczepić od Sarah Banbery i jej tart ;)
Dzisiejsza (choć z lekką modyfikacją farszu) -  znów popełniona za moim guru.
Zapraszam.


Etykiety:

środa, 4 maja 2011

Rabarbarowe szaleństwo

Rabarbarowe szaleństwo ogarnęło mnie. Kupiłam pęk pięknego rabarbaru i zgodnie z zapowiedzią próbuję rabarbarowe przepisy. Na pierwszy ogień poszedł ten. Niestety, w trakcie robienia ciasta, coś mi w nim nie pasowało. Miało być lekkie i kruche, a u mnie w surowym cieście przeważało zdecydowanie masło :( Wiele kruchych ciast w życiu robiłam więc intuicja mnie nie zawiodła. Pokombinowałam a rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania :)




 A teraz po kolei.

Na ciasto:
125 g zimnego masła
szklanka mąki
1/3 szklanki zmielonych płatków migdałów (50 g)
1/3 szklanki cukru
1 cukier waniliowy
2 żółtka

Dodatkowo:
bułka tarta do wysypania formy +odrobina masła
forma porcelanowa do tart
garść migdałowych płatków i garść mąki do kruszonki

Ciasto zarabiałam ręcznie - łącząc w misce wszystkie składniki. Ciasto chłodziłam około 1h w lodówce - zawinięte w woreczek foliowy.

Nadzienie:
5 łodyżek rabarbaru obranego ze skórki i pokrojonego na 1 cm kawałki
2-3 łyżki cukru
20g masła
2 szczypty cynamonu


Rabarbar posypałam cukrem, odstawiłam do czasu aż puścił sok. Przesmażyłam na patelni na maśle do momentu kiedy zrobił się miękki  - wyglądem  odrobinę przypominał rabarbarowa marmoladę ;) dodałam cynamon. Odsączyłam masę na sitku.

Piekarnik rozgrzałam do 190 stopni z termoobiegiem. I kilka słów wyjaśnienia - moja forma porcelanowa jest bardzo gruba,zazwyczaj ciasto gorzej w niej rośnie. Dlatego wydawało mi się, że nieco wyższa temperatura w piekarniku będzie odpowiednia. Intuicja kolejny raz mnie nie zawiodła. Jeśli jednak macie cieniutką formę do tart - np. teflonową wystarczy piekarnik nastawić na180 stopni.

Dno i boki  formy wysmarowałam masłem i posypałam bułką tartą.

2/3 ciasta rozłożyłam na dnie i bokach - prawie jak na klasyczną tartę, z tą jednak różnicą że absolutnie nie przejmowałam się brzegami. Spód podpiekłam przez 10 minut w piekarniku. Formę po tym czasie wyjęłam, wyłożyłam masę rabarbarową.

Pozostałą 1/3 część ciasta połączyłam z garścią mąki i garścią migdałowych płatków. Starłam na tarce na masę rabarbarową.

Formę włożyłam do piekarnika. Piekłam 25 minut, po zrumienieniu wierzchu (jakieś 15-18 minut) ciasto przykryłam folią aluminiową nie zmniejszając temperatury lecz wyłączając termoobieg.
Podawałam lekko ciepłe.

Tarta wzbudziła sensację. Dodam, że zniknęła w mgnieniu oka - co u mojej nastolatki jest rzeczą raczej niespotykaną ;)

Etykiety: , ,

piątek, 25 czerwca 2010

Limonkowy deser


A w zasadzie bardzo mocno limonkowy deser.

Powstał z wykorzystania 2 przepisów. 
Pomysł na krem wzięty żywcem z broszurki Szybko i Smacznie, o której już wcześniej pisałam; spód tradycyjnie skopiowany od królowej tart ;) czyli S. Banbery.

Ciasto:
  • 125g mąki pszennej
  • 75g schłodzonego masła w kawałkach
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • 2 łyżeczki zimnej wody

Przesiać mąkę, dodać masło i cukier, zagnieść aż składniki będą przypominać zacierki. Dolać wody i ponownie zagnieść ciasto. Schłodzić w lodówce (30 minut). Piec w temp. 190 stopni przez pół godziny. Wyjąc i ostudzić.

 
Krem:
  • 80 ml kremówki
  • 150 ml mleka skondensowanego słodzonego
  • skórka starta z 2 limonek + wyciśnięty z nich sok

Śmietankę ubić. Delikatnie połączyć z mlekiem. Dołożyć otartą skórkę oraz wlać sok wyciśnięty z obu limonek. Wymieszać. Krem jest początkowo dość płynny - po schłodzeniu w lodówce wyraźnie zastyga i doskonale nadaje się do wyłożenia na upieczony spód z kruchego ciasta.


Tartę można udekorować pokruszoną na kawałki bezą. Ja niestety nie miałam bezy w sklepie pod nosem i posypałam krem słodkim kakao :)

Etykiety: ,

wtorek, 1 czerwca 2010

Tarta z truskawkami

Tarta z truskawkami.
I moja propozycja do truskawkowego czerwca Olgi. 

Sezon Truskawkowy 2010

Bardzo smaczna. Błyskawiczna.
Jedyna wada-niewada - z uwagi na ubitą kremówkę należy ją jeść od razu po przygotowaniu :)


Ciasto:
  • 175g maki
  • 100g masła
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • 1 żółtko
Farsz:
  • śmietana kremówka 30% ( 1,5 opakowania np. kubeczka śmietany Zott)
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 1 cukier waniliowy
Do przybrania: świeże truskawki

Ciasto zagnieść aż utworzą się zacierki, dolać 2 łyżki zimnej wody, zagnieść. Rozwałkować i przełożyć do formy - wstawić do lodówki na 30 minut.W tym czasie piekarnik rozgrzać do 190 st. - piec przez 30 minut.


Śmietanę ubić  na sztywno z cukrem pudrem i cukrem waniliowym. Wykładać na ostudzone ciasto tuż przed podaniem! Udekorować truskawkami pociętymi na cztery. (Dygresja: Truskawki na zdjęciu były podduszone w sosie, ale nie warto tym sobie zaprzątać głowy).

Tarta urzeka smakiem kruchego ciasta - jak zwykle u mojej ulubionej Sarah Banbery: i waniliową nutą kremówki. To wszystko w połączeniu z lekko kwaskowatymi truskawkami daje efekt na prawdę nieziemski :)

Zresztą, dzisiaj Dzień Dziecka. 
Kto w taki dzień odmówi sobie odrobiny słodkości ?  ;)

Etykiety: ,

piątek, 12 marca 2010

Tarta jabłkowa


Kolejne wydanie tarty i kolejny raz za podpowiedzią tej samej autorki  - Sarah Banbery.
Tarta jest najlepsza zaraz po wyjęciu z piekarnika - wystarczy dosłownie 5 minut, aby można było zabrać się za degustacje. Ciasto stanowi ciekawą odmianę po licznych wersjach szarlotek i jabłeczników. Dla mnie urok tej tarty tkwił w podpieczonych na maśle jabłkach, które wniosły odrobinę tłustszego posmaku oraz słodkim karmelu.




Farsz:
  • 5 jabłek - najlepsze kwaskowe (np. szara lub złota reneta)
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 50 g masła
  • 50 g cukru (1/3 szklanki)

Jabłka obrać, pokroić na ćwiartki i wyciąć gniazda nasienne. 2 jabłka pokroić w ósemki lub szesnastki - w zależności od wielkości jabłek - najlepsze będą kawałki grubości ok 1,5cm,. Skropić sokiem z cytryny. Na patelni roztopić masło, przesmażyć kawałki owoców, aż zaczną brązowieć przy brzegach. Zdjąć jabłka z patelni  (co pomoże odsączyć nadmiar masła) i ostudzić. Resztę jabłek pokroić w cienkie plastry, wrzucić do szerokiego garnka, dosypać cukier podlać odrobiną wody i gotować aż jabłka zmiękną tj. około15 minut.

Ciasto:
  • 125 g mąki
  • szczypta soli
  • 75 g schłodzonego masła, pokrojonego na kawałki
  • 2 łyżki zimnej wody
Posmarować masłem formę do tart. Zarobić mąkę, sól i masło aż składniki będą przypominać zacierki. Dodać wodę. Wyrobić gładkie ciasto. Rozwałkować w koło, większe od średnicy formy. Przełożyć do formy i dokładnie wypełnić brzegi. Schłodzić w lodówce 30 minut. W tym czasie rozgrzać piekarnik do 190 stopni. Ciasto podpiec przez 15 minut.

Na podpieczone ciasto wyłożyć najpierw plasterki jabłek, a na wierzch  w koło ułożyć podpieczone jabłka, całość polać sosem toffi. Wstawić do piekarnika i piec 30 minut.

Sos toffi:
  gotowy  (doradzam)
      lub za autorka w/g jej przepisu - chociaż proporcje nieco zmniejszone.
  •  szklanka cukru
  • 60 ml zimnej wody
  • 150 ml śmietany kremówki
Do rondelka wsypać cukier i dolać wodę. Podgrzewać, aż cukier się rozpuści. Gotować, aż powstanie ciemny, płynny karmel. Zdjąć z ognia, wlać śmietanę, cały czas mieszając. Niestety opis wydaje się prosty, a wykonanie już niekoniecznie... 

  1. Na pewno pamiętać trzeba, o tym żeby absolutnie nie próbować roztopionego cukru, ani ciemnego płynnego karmelu - można solidnie poparzyć sobie podniebienie ;) 
  2.  Wlewając kremówkę musimy być przygotowani na wybuchową reakcję he he. No nic, kto nie spróbuje, ten się nie dowie :)

Etykiety: ,

niedziela, 7 marca 2010

Tarta pomarańczowa


Ciasto:
  • 160 g mąki pszennej (szklanka i ciut; ciut to jakieś 1/8 szklanki)
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 100 g schłodzonego masła  (pół kostki)
  • 1 żółtko
  • zimna woda - 2 łyżki

Farsz:
  • 2 duże jajka
  • 50 g cukru (mniej niż połowa szklanki)
  • 100g masła (pół kostki)
  • sok z pomarańczy (120 ml) (wykorzystałam 2 mniejsze pomarańcze i 1 połówkę)

Do przybrania: połówka pomarańczy, cukier puder


Ciasto zagnieść z podanych składników w następującej kolejności: mąka, cukier, żółtko i masło, ucieramy w malakserze lub ręcznie w misce do momentu gdy powstaną "zacierki". Następnie trzeba dodać 2 łyżki wody. Zagnieść.


Ciasto rozwałkować w okrąg o średnicy większej niż forma do pieczenia i ostrożnie przełożyć do formy i dokładnie wypełnić wnętrze i brzegi. Nadmiar ciasta na krawędziach usunąć (nożem). Ciasto włożyć do lodówki na 30 minut.

W tym czasie  zacznie się zabawa z przygotowaniem kremu. Niestety jest to proces dosyć uciążliwy z racji czasu - mi zajęło to prawie 40 minut. W żaroodpornej misce roztrzepać (trzepaczką) jajka i cukier. Przełożyć miskę na garnek z wrzącą wodą dodać masło (pocięte na kawałki) i sok wyciśnięty z 2 całych i 1/2 pomarańczy (120 ml). Utrzeć na gładką masę. Dalej ucierać aż masa dobrze zgęstnieje (masa zaczyna gęstnieć gdy odparowana zostanie dostateczną ilość wody). Zdjąć z ognia, wystudzić, przykryć i odstawić na bok.


Rozgrzać piekarnik do 190 st. Piec tartę (obciążoną fasolkami do pieczenia - ja z lenistwa fasolek nie daję, a tarta wcale się nie wybrzusza) 15 minut po czym usunąć fasolki i piec kolejne 10 minut.

Ciasto wyjąc z piekarnika i całkowicie ostudzić. Na ciasto wyłożyć krem i przybrać plasterkami pomarańczy. Posypać całość dekoracyjnie cukrem pudrem.

Etykiety:

wtorek, 23 lutego 2010

Czekoladowa tarta



Postanowiłam wziąć udział w kolejnej blogowej zabawie. Tym razem w roli głównej wystąpiła czekolada :) Niemniej sprawiłam sobie tym postanowieniem kłopot niemały, bo czekolady ostatnio w ogóle nie jadam a usłyszawszy to moja nastolatka od razu zarządziła ma być czekoladowa tarta i już.



Tartę przygotowałam w piątek, po czym nawet nie spróbowałam bo jeszcze tego samego dnia dopadła mnie jelitówka i trzymała 2 dni :(

Przepis niemniej zamieszczam.
w/g Sarah Banbery:

Ciasto:
125 g mąki pszennej
2 łyżeczki kakao i tyle samo cukru pudru

50 g masła, pokrojonego na kawałki
1 żółtko

2 łyżeczki zimnej wody


Ciasto kruche zarabiamy w standardowy sposób: najpierw składniki suche z masłem tworzą coś na kształt zacierek, potem dolewamy do tego wody i zagniatamy. Kula jest plastyczna i łatwo ją kształtować. Wylepić ciastem formę, schłodzić 30 minut w lodówce. Piec 20 minut w 190 st - wkładając do rozgrzanego piekarnika.


Farsz:
200 g czekolady (2 tabliczki) - w oryginale jest użyta czekolada gorzka ja użyłam białej
25 g masła

240 ml kremówki


W rondelku zagotować śmietanę. W osobnej misce posiekać masło, pokruszyć czekoladę. Dolać do tego śmietany - dokładnie wymieszać aż czekolada i masło się rozpuszczą. Schłodzić - odczekać aż zacznie tężeć i przelać na upieczone ciasto.

Etykiety: ,

sobota, 30 stycznia 2010

Tarta z serem i miodem



Pierwsza tarta, którą robiłam. Przez długi czas nie schodziła z top listy niedzielnych wypieków ;) Można ją piec na gotowym francuskim cieście, albo ciasto kruche zagnieść samemu. Obydwa sposoby warte wypróbowania. W każdej odmianie tarta smakuje nieco inaczej.

Oczywiście najważniejszy jest środek czyli serce tarty. To on nada jej smak i urok, zwłaszcza użyty tu miód, będzie słodził i lekko "gryzł" nasze podniebienie pozostawiając z końcem każdego kawałka niedosyt i chęć sięgnięcia po kolejny :)

Przepis wzięty od Sarah Banbery. Farsz po modyfikacji.

Ciasto francuskie gotowe
albo
  • 125 g mąki pszennej
  • szczypta soli (nie daję)
  • 75g schłodzonego masła
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • łyżeczka lub dwie zimnej wody
Ciasto zagniatamy jak każde kruche, wałkujemy przez folię i wykładamy na wysmarowaną masłem formę do tart. Chłodzimy około 30 minut w lodówce . W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 190 st. i przygotowujemy masę serową.

Farsz:
  • 250 g białego sera (pół opakowania np. z 500g President, serek tłusty, potrójnie mielony)
  • 3/4 szklanki śmietany kremówki
  • 2 żółtka i 1 cale jajko
  • pół szklanki płynnego miodu - ja preferuję lipowy - można dać odrobinę mniej np. 3 kopiaste łyżki
  • 2 łyżki brązowego cukru

Wymieszać mikserem na gładką masę ser, śmietanę, jajka i miód. Wlewać na podpieczone około 10 minut ciasto. Piec w temp. 190 stopni (bez termoobiegu) do 30 minut - do uzyskania konsystencji masy serowej hmm. .. powiedzmy nieco płynnej. W każdym razie nie będzie ona przypominała w żaden sposób sernika!!! Uwaga aby nie przypalić wierzchniej warstwy sera ;)

Jeszcze gorącą tartę posypuję kryształkami brązowego cukru, które po chwili rozpuszczają się pod wpływem ciepła i stanowią oryginalną ozdobę. Równie dobrze, można polać wierzch miodem i udekorować płatkami kwiatów w cukrze - jak radzi autorka.

Etykiety:

piątek, 24 lipca 2009

Tarta mocno cytrynowa

Kolejny sprawdzony i pyszny przepis z wielkiej skarbnicy tart autorstwa Sarah Banbery:

Ciasto:
  • 175 g mąki pszennej
  • 1 łyżka cukru pudru
  • szczypta soli (nie daję)
  • 100 g schłodzonego masła
  • 1 żółtko
  • zimna woda - 2 łyżeczki

Farsz:
  • 2 duże jajka
  • 75 g cukru
  • 100g masła
  • sok z 1,5 lub 2 cytryn (120 ml)

Do przybrania: jagody lub BORÓWKI, cukier puder, skórka z cytryny

Na początku przygotowujemy farsz cytrynowy: w żaroodpornej misce roztrzepać (trzepaczką) jajka i cukier. Przełożyć miskę na garnek z wrzącą wodą dodać masło (pocięte na kawałki) i sok wyciśnięty z cytryn. Utrzeć na gładką masę. Dalej ucierać aż masa zgęstnieje (ok. 10 minut).
Zdjąć z ognia, wystudzić, przykryć i odstawić na bok.

Ciasto zagnieść z podanych składników w następującej kolejności: mąka, cukier, sól + masło, ucieramy w malakserze lub ręcznie w misce do momentu gdy powstaną "zacierki". Następnie trzeba dodać żółtko i odrobinę wody (dosłownie na dnie szklanki - będzie tego na oko jakieś 2 łyżeczki). Zagnieść.

Ciasto wyłożyć na blat oprószony mąką i rozwałkować w okrąg o średnicy większej niż forma do pieczenia (ja użyłam formy o średnicy 24cm - w oryginale radzą użyć mniejszą czyli 22 cm lub formę prostokątną 33x10 cm). Ciasto ostrożnie przełożyć do formy i dokładnie wypełnić wnętrze i brzegi. Nadmiar ciasta na krawędziach usunąć (nożem). Ciasto włożyć do lodówki na 30 minut. Ostatnio udoskonaliłam wałkowanie kruchego ciasta i niezawodny i dużo prostszy sposób niż przed chwilą opisany sposób podaję tutaj :)

Rozgrzać piekarnik do 190 st. Piec tartę (obciążoną fasolkami do pieczenia - ja z lenistwa nie daję a tarta wcale się nie wybrzusza) 15 minut po czym usunąć fasolki i piec kolejne 10 -15 minut.

Ciasto wyjąc z piekarnika i całkowicie ostudzić. Na ciasto wyłożyć krem cytrynowy i przybrać borówkami. Posypać całość dekoracyjnie cukrem pudrem i startą skórką cytrynową.

Mnie w tej tarcie urzekł pyszny krem, a co najważniejsze - zrobiony bez użycia grama śmietany kremówki :)

Na zdjęciu tarta z borówkami, sesja późniejsza.
IMO borówki w tej tarcie są o niebo lepsze od jagód.

Etykiety: ,

niedziela, 16 listopada 2008

Tarta cytrynowo- migdałowa


Wstawiam w ramach Orzechowego tygodnia, inspiracją był przepis pochodzący z książki Sarah Banbert "Tarteletki i tarty". Poniżej bardzo uproszczona wersja oryginału:

Składniki:

gotowe ciasto francuskie (uwielbiam)
w oryginale ciasto jest samodzielnie wykonane - 175 g mąki, szczypta soli, 100 g schłodzonego masła ( wiórki) 25 g cukru, 1 żółtko, odrobina zimnej wody - składniki szybko zarobić, ciasto rozwałkować w okrąg.

Farsz:
150 g zmielonych migdałów
1 cytryna
2 jajka
2 łyżki śmietany kremówki - w oryginale 100 ml, ale gdy poprzednio użyłam takiej ilości śmietany z farszu po upieczeniu zrobiła się ciapa :(
3/4 szklanki cukru

Formę do tarty (28 cm) wysmarować masłem. Wyłożyć ciastem (ja używam kupnego) dobrze dociskając wokół krawędzi i usunąć nadmiar ciasta wystający ponad krawędzie formy. Przykryć pergaminem i podpiec ok 10 minut w temp. podanej na opakowaniu ciasta ( u mnie 220 st).

Farsz - zmiksować migdały, jajko i cukier dodając wyciśnięty sok z cytryny i śmietanę. Dołożyć skórkę otartą wcześniej z wyparzonej cytryny, wymieszać łyżką.

Wyjąć ciasto z piekarnika, usunąć pergamin a następnie wylać na ciasto farsz. Piec przez kolejne 20 -25 minut w temp 180-200 st. Pod koniec pieczenia tj. po ok 20 minutach obserwować bacznie piekarnik, aby nie przypalić brzegów ciasta.

Tarta jest mocno cytrynowa, a nakład pracy niewielki. Smakuje wyśmienicie sama albo polana cytrynowym syropem (szklanka cukru, 100 ml wody, 2 cytryny w plasterkach - w rondelku wymieszać cukier i wodę, gotować przez 5 minut po tym czasie dorzucić plasterki cytryny i gotować kolejne 10 minut).

Etykiety: