czwartek, 30 października 2008

Orzechowy tydzień

Podobają mi się blogowe zabawy we wspólne gotowanie. Czasu na orzechowe przepisy mam wprawdzie stosunkowo dużo, ale nie mam żadnych ulubionych, które robiłabym na okrągło. Postaram się jednak coś wymyślić :0)

Zabawę prowadzi tym razem Ela z My best food



poniedziałek, 27 października 2008

Pizza z tuńczykiem

Pizzę z tuńczykiem lubię najbardziej - wśród ogromu różnorodnych odmian i smaków - wydaje mi się najbardziej odpowiadająca mojemu podniebieniu.



Ciasto z przepisu podstawowego

Sos:
1 pomidor, ząbek czosnku, tymianek, oregano, pieprz

Nadzienie:
puszka tuńczyka w sosie własnym
mała cebulka
30 dkg sera (żółty lub mozzarella)
1 jajko na twardo na każdą część ( czyli w sumie 2 jajka)
kilka oliwek

1. Kamień do pizzy rozgrzewać w piekarniku min. 40 - 50 minut w temp. 250 st. W tym czasie spokojnie możemy zarobić ciasto, przyrządzić sos i przygotować obłożenie :)

2. Ciasto przygotować w/g przepisu. Podzielić na dwie kule.

3. Sos: pomidora sparzyć, obrać ze skóry pokroić w kostkę, dodać wyciśnięty ząbek czosnku. Zmiksować. Dodać suszone zioła, odrobinę pieprzu.

4. Odsączyć na sitku tuńczyka z zalewy. Ser zetrzeć na tarce o dużych oczkach, cebulkę obrać i pokroić w talarki, jajko pokroić w plastry. Oliwki pokroić na pół lub w fantazyjne "obwarzanki".

Każdą rozwałkowaną cieniutko połówkę ciasta smarujemy sosem, posypujemy serem i obkładamy tuńczykiem dekorując jajkiem, cebulką i oliwkami. Ja zawijam brzegi ciasta, ale to niekoniecznie.



Pieczemy osobno 8-11 minut na kamieniu - nie zmniejszając temp. piekarnika. Jeśli używamy mozzarelli - czas pieczenia zejdzie poniżej 10 minut - pilnujemy, aby ser nie zaczął się zbytnio przypalać.

Smacznego :)

Etykiety: ,

piątek, 24 października 2008

Dyniowe kwadraty z białą czekoladą i orzechami

Przepis pochodzi stąd - i jest to moja pierwsza 'dyniowa' próba. Podchodziłam do niej z wielką rezerwą. Ale to ciasto wynagrodziło mi wcześniejsze obawy, bo jest rewelacyjne.


Składniki:
• 1 szklanka mąki

• 1 łyżeczka proszku do pieczenia

• 1/2 łyżeczki soli

• 1 łyżeczka cynamonu w proszku

• 1/2 łyżeczki imbiru w proszku

• 1 szklanka drobno startego miąższu dyni

• 3/4 szklanki brązowego cukru

• 1/3 szklanki roztopionego masła

• 1 jajko

• 1 - 2 łyżki tartego świeżego imbiru

• 2 łyżeczki cukru waniliowego

• 3/4 szklanki orzechów włoskich, posiekanyc
h i zrumienionych na patelni

Polewa:

• 3 łyżki śmietanki kremówki

• tabliczka białej czekolady

• 1 łyżeczka cukru waniliowego


1. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Blachę (użyłam 20x30cm) wysmarować masłem.

2.Wymieszać dobrze mąkę, proszek do pieczenia, sól, imbir i cynamon w proszku.

3. W drugiej misce zmiksować dynię, brązowy cukier, masło, jajko, imbir i cukier waniliowy. Do płynnej masy dosypać przygotowaną wcześniej mąkę (wymieszać w mikserze) oraz 1/2 szklanki orzechów - wymieszać delikatnie łyżką.

4. Ciasto przelać do przygotowanej formy i piec przez około 40 minut (sprawdzić patyczkiem; po wyjęciu z ciasta powinien być suchy) - ja piekłam 45 minut. Ostudzić.

5. W małym garnuszku zagotować śmietankę, odstawić z ognia, dodać kostki białej czekolady i cukier waniliowy. Mieszać, aż czekolada się rozpuści. Ostudzić i poczekać kilkanaście minut aż polewa nieco zgęstnieje.

6. Rozsmarować polewę na cieście, udekorować pozostałymi orzechami.



W trakcie szykowania w całym domu pachnie imbirem i cynamonem. Zapach utrzymuję się długo po wyjęciu blachy z piekarnika.

Smak dyniowych kwadracików jest na pewno oryginalny. Jeśli ktoś nie jadł wcześniej tego typu ciast - doznanie smakowe będzie na pewno niezwykłe. Ja nie żałuję, że odważyłam się to ciasto wypróbować :)

Etykiety: ,

czwartek, 23 października 2008

Mleczna czekolada na gorąco

Pozostał mi w pamięci smak gorącej czekolady, na którą chodziłam w czasach liceum do miejscowej kawiarni. Pamiętam nasze (moje i koleżanki) próby samodzielnego przygotowania czegoś, co mogłoby tamtą czekoladę w smaku przypominać. A działo się to w czasach, gdy czekolada stanowiła towar limitowany (z Pewexu, albo z paczek zagranicy) - stąd nasze rezultaty bywały niekiedy hmmm .... dziwne :)

Niemniej, czekoladę lubię do dziś. Najbardziej - mleczną, delikatną i bez dodatkowych wariacji smakowych. Może zostało mi to z tamtych odległych wspomnień? Kto wie ....

Moja nastoletnia córa też uwielbia pić wedlowską czekoladę - ale jest zdecydowanie fanką czekolady białej.


Składniki:

  • mały kartonik mleka skondensowanego
  • pół szklanki zwykłego mleka
  • tabliczka mlecznej czekolady
  • pół łyżeczki masła

Czekoladę roztopić w garnuszku (w kąpieli wodnej). Do roztopionej - ale nadal gorącej masy dolać powoli mleko skondensowane. Intensywnie mieszać do uzyskania jednolitej konsystencji nadal delikatnie całość podgrzewając. Jeśli czekolada jest za gęsta - trzeba rozcieńczyć ją zwykłym mlekiem. Na końcu rozpuścić masło.

Jeśli smak czekolady nie jest zadawalający (np. za mało słodka) - dodaję miodu*

*od pół łyżeczki do całej.

Etykiety: ,

środa, 22 października 2008

Grzybowa - prawie zwyczajna a jednak ....

Prawie klasyczna wersja znanej wszystkim zupy. 
Jak powszechnie wiadomo, prawie robi wielką różnicę :)


Składniki:
spora garść suszonych grzybów
włoszczyzna bez pora (2 mniejsze marchewki, 1 korzeń pietruszki, 1/4 selera)
2 listki laurowe, 3 - 5 ziaren czarnego pieprzu
pół małej czerwonej papryki
łyżeczka masła
1/2 kubeczka śmietany
natka pietruszki (gałązka)
sól, pieprz

1. Grzyby moczę ok 10-15 minut w letniej, przegotowanej wodzie.

2. W tym czasie w garnku gotuje się woda do której wrzucam oczyszczoną i obraną włoszczyznę w całości: marchew, seler, pietruszkę (korzeń), listki laurowe, ziarna pieprzu oraz pokrojoną natkę - to ona częściowo nada zupie ton).

3. Do gotującej się włoszczyzny po jakiś 12 minutach wrzucam odsączone grzyby i pokrojoną w kostkę czerwoną paprykę. Do smaku solę i daję świeżo mielony pieprz, łyżeczkę masła. Gotuję do miękkości grzybów (kolejne 15 minut).

4. W końcowym etapie wyrzucam z zupy włoszczyznę i zabielam śmietaną.

5. Podaję w małych miseczkach, bez dodatku makaronu.

Cały urok tej zupy tkwi w czerwonej papryce! Świetnie (bo kolorowo) wygląda podana w małych miseczkach, które tak na prawdę nie są mniejsze (pojemnościowo) od zwykłych talerzy. Dobrze jest również dorzucić spora ilość świeżo posiekanej natki pietruszki

Etykiety:

wtorek, 21 października 2008

Owocowy mix


Bardzo lubimy wszelkiego rodzaju naturalne soki i ich dziwne kombinacje. Córa od dzieciństwa nie cierpiała bananów. A tu proszę - poniższy mix wyjątkowo jej smakuje :)

Zachęcam gorąco do wypróbowania receptury na domowy sok owocowy na bazie bananów, kiwi i pomarańczy. Oto przepis:

Składniki (na 4 mniejsze szklanki - 17 cl)

2 banany

2-3 soczyste pomarańcze
2 kiwi

opcjonalnie można dołożyć zamiast trzeciej pomarańczy 2 mandarynki
lub 1 zielony grapef
iut



Do wysokiego naczynia wrzucamy banany i kiwi (obrane ze skóry i pokrojone na kawałki). Wlewamy sok wyciśnięty z cytrusów.



Miksujemy do uzyskania jednolitego napoju.

Sok ma bardzo jedwabistą konsystencję, chociaż niezbyt zachęca blado-zielonkawym kolorem. Pływają też w nim drobne, czarne pestki kiwi. Ale jest przepyszny: słodki i jednocześnie lekko kwaskowy. Moje podniebienie najbardziej urzeka jedwabistością.



Latem dodaję niekiedy do mixu kilka truskawek (dzięki temu kolor soku zmieni się na malinowy), ale szczerze - nam najbardziej pasuje wersja podstawowa :)

Etykiety:

poniedziałek, 20 października 2008

Fasolka nie po bretońsku


Czasami mam olbrzymią ochotę na angielskie śniadanie.

Pamiętam jak dziś - punktualnie o godz. 9 schodziliśmy do klubu na tzw. Full English Breakfast , aby dostać olbrzymi talerz na którym smakowicie pachniała fasolka, sadzone jajko i podpieczone białe sausages. Do tego kupowałam kubek mocnej, aromatycznej herbaty - obowiązkowo z mlekiem i cukrem.

I dlatego jak mnie taka zachciewajka (wiem - to brzydkie słowo) dopada - przyrządzam sobie fasolkę na ciepło. Dlatego zawsze stoi u mnie zapas kilku puszek białej fasolki w zalewie, a reszta składników zazwyczaj też jest łatwo dostępna.

Poniżej mój błyskawiczny przepis na fasolkę - oczywiście w wersji bezmięsnej :)

Składniki:
puszka białej fasoli w zalewie
1 dojrzały pomidor
łyżka keczupu
łyżeczka masła
1 mini kostka "czosnek Knorra"
pieprz

Fasolkę odcedzam z zalewy, ale nie robię tego zbyt zbyt dokładnie, gdyż pozostałe resztki zalewy będą wyśmienitą podstawą sosu. Fasolkę przekładam na patelnię dokładając łyżeczkę masła i wkruszając kostkę czosnku Konorr'a. Całość podgrzewam. Do gorącej fasolki dorzucam obrany ze skóry i pokrojony w kostkę pomidor oraz keczup. Dokładnie mieszam, aby sos nabrał jednolitego koloru i wyrazu. Lubię gdy jest on odrobinę ostrzejszy w smaku dlatego 3 - 4 obroty młynka do pieprzu są dla mnie niezbędne.

I tak powstaje moja ulubiona wegetariańska fasolka na ciepło.
Teraz już wiadomo dlaczego nie jest ona po bretońsu :)

A do angielskiego śniadania mam stąd tylko mały krok.

Etykiety:

piątek, 17 października 2008

Krewetki w wersji sałatkowej

Krewetki, ananas, żółty ser i winogrona, czyli kolejna przepyszna sałatka. Byłaby prawie błyskawiczna, gdyby nie zabawa z obieraniem mandarynki, aby wydostać wyłącznie sam miąższ. Zresztą jak ktoś lubi - zje te mandarynki bez obierania. Ja wolę pobawić się z wydłubaniem miąższu z otoczki ;)

Składniki:
małe opakowanie krewetek
20 dkg żółtego sera
4 plastry ananasów z puszki
1 mandarynka
winogrona (zielone, czerwone) - po kilka sztuk z każdego rodzaju
1 jogurt naturalny
łyżka majonezu
dla lubiących czosnek - niewielka ilość do wyciśnięcia (tylko 1/2 ząbka)

Ananasy i mandarynki (sam miąższ) kroimy na mniejsze cząstki, ser w słupki. Kulki winogron kroimy na pół wybierając pestki. Krewetki odcedzamy z zalewy.

Sos przygotowujemy w osobnym naczyniu: mieszamy jogurt z majonezem i wyciśniętym czosnkiem; dodając odrobinę (łyżeczkę lub dwie ) soku z puszki po ananasach. Smak sosu można poprawić odrobiną cukru, lubię też dodać zmielony pieprz.

Wszystkie składniki delikatnie łączymy z sosem w miseczce.

Etykiety: ,

czwartek, 9 października 2008

Sałatka żydowska



Kolejny przepis, który nie zaistniałby bez ziemniaków. Sałatka była serwowana codziennie w moim studenckim klubie. Zyskała wielu zwolenników - zawsze świeża, sycąca i bardzo tania :)

Składniki: ziemniaki, jaja, cebula, majonez, sól, pieprz.
Co do ilości - obowiązuje zasada - ziemniaków więcej niż jajek (np. 5 ziemniaków, 2 jajka), tylko 1 cebula.

1. Ziemniaki (mogą być w łupinkach albo obrane) gotujemy bez soli, ale tak aby ich nie rozgotować. Jaja gotujemy na twardo.

2. Wszystkie składniki (po ostudzeniu i obraniu ziemniaków i jajek) kroimy w kostkę. Ziemniaki w grubszą, a jajka w drobniejszą.

3. Mieszamy z majonezem (3 -5 łyżek), doprawiamy do smaku solą (na początek daję tylko 2 szczypty - majonez jest sam w sobie słony i łatwo sałatkę przesolić) i pieprzem (może być mielony - ja wolę świeżo mielony np. trójkolorowy).

Sałatka, zanim podamy ją do degustacji, musi się przegryźć.


Mam nadzieję, że ta propozycja do Ziemniaczanego Tygodnia II Olgi Smile - zyska kolejnych fanów :)

Etykiety:

Masełko czosnkowo-szczypiorkowe



Moje ulubione. Znajomi uwielbiają, gdy wystawiam je na stół zamiast zwykłego masła :)
Świetne również do pieczywa na grilla.

Do przygotowania potrzebne jest:
1/2 kostki masła (najlepsze prawdziwe np. garwolińskie)
duży ząbek czosnku
drobny szczypiorek (1/4 wiązki)

Masło należy wyciągnąć z lodówki 10 minut przed przygotowaniem, żeby było miękkie.
Ja przekładam je do miseczki, dodaję wyciśnięty ząbek czosnku (jeśli masło przygotowuję pod pieczywo na grilla dodaję 2 ząbki, aby smak czosnku był wyraźniejszy) i drobno pokrojony szczypiorek. Wszystko razem mieszam dobrze widelcem. Masełko przekładam do malutkiej formy i rozprowadzam nożem, wyrównując pięknie powierzchnię.

Jeśli ktoś chciałby przygotować bardzo gustownie wyglądające kulki - musi pobawić się z łyżką do lodów.

Masełko wkładam z powrotem do lodówki. Podaję na stół tuż przed użyciem. Nie lubię gdy masło stoi 2 dni - u mnie jest przygotowywane zawsze tego samego dnia przed podaniem.

Jak je jemy? Zwyczajnie :) Świeże, chrupiące kromki chleba z ciemną skórką smarujemy masełkiem i zajadamy ze smakiem. Można też kanapkę obłożyć wędliną, żółtym serem... Pieczywo na grilla smarujemy cieniutko masłem i podpiekamy.

Etykiety:

wtorek, 7 października 2008

Tęsknię za prosciutto




... za smakiem podpiekanych cukinii, pachnącymi pomidorami i za serem pleśniowym kupowanym w sklepiku na rogu Via Urbana ....

Jesienią w Polsce pomidory mają smak plastiku,
szynka po 1 dniu staję się obślizgła i niejadalna ....

Ja chcę do Włoch ;)

Etykiety:

sobota, 4 października 2008

Placuszki pieczarkowo-ziemniaczane



Nieco
urozmaicona wersja placków ziemniaczanych to moja kolejna propozycja do Ziemniaczanego Tygodnia.

Przepis i wykonanie bardzo proste.

Składniki (na 12 mniejszych placuszków):

6 ziemniaków
20 dkg pieczarek
2 jajka
do 1 szkl. mąki

sól, pieprz, oliwa z pestek winogron


Pieczarki obieramy ze skórki, płuczemy. Ścieramy na tarce (używam takiej specjalnej przystawki do mielenia warzyw na surówki - wiórki wychodzą wtedy drobniejsze niż tarte na tarce o grubych oczkach), solimy odrobinę (szczypta lub dwie i odczekujemy aż pieczarki puszczą wodę. Wodę odciskamy.

Obrane i umyte ziemniaki ścieramy jak pieczarki i odciskamy wodę.

W osobnym naczyniu łączymy masę pieczarkową i ziemniaczaną dodajemy jajka, mieszamy łyżką do uzyskania jednolitej konsystencji, następnie solimy (pół łyżeczki) i pieprzymy. Na końcu dosypujemy mąki (tyle aby masa była zwarta) - ja na początek dodaję 4-5 łyżki mąki.

Małe placuszki smażymy na złoto na patelni na oliwie, przekładamy do żaroodpornego naczynia i całość zapiekamy ok. 15 minut (temp. 180 st.).

Placuszki są bardzo smaczne. Dzieci chętnie jedzą je posypane cukrem i polane śmietaną.

Etykiety: ,

piątek, 3 października 2008

Zalewajka



W związku z Ziemniaczanym Tygodniem Olgi Smile 
postanowiłam i tym razem do zabawy się przyłączyć, 
a na pierwszy ogień idzie właśnie zalewajka.

To zupa wcześniej zupełnie mi nieznana, a odkryta dzięki teściowej. Zalewajka jest tradycyjną wiejską zupą w której ugotowane, pokrojone w kostkę ziemniaki zalewa się czystym żurkiem z zakwasu chlebowego. Równie chętnie jadana w wersji wegetariańskiej jak i okraszonej skwarkami.

Dla zainteresowanych, wyszperana w sieci ciekawa historia zalewajki.

Do jej przygotowania potrzebne będą:

5 ziemniaków
butelka żurku
1-2 łyżeczki Vegety
(przesianej przez sitko - dosmaczamy wyłącznie częścią przesianą)
ząbek czosnku
pół kubeczka śmietany 18%
opcjonalnie: boczek lub skwarki, posiekany koperek, 
pół łyżeczki smalczyku ze skwarkami


    Ziemniaki obieramy, płuczemy, kroimy w niezbyt dużą kostkę, zalewamy wodą i gotujemy (bez soli!) do miękkości ziemniaków (te mogą nawet lekko się rozgotować). Nie odcedzając wody z gotowania ziemniaków do garnka wlewamy wymieszany zakwas - początkowo tylko połowę butelki. Zagotowujemy dodając vegetę, ząbek czosnku i ew. dosalając do smaku. Zupa potrzebuje nie więcej niż 5 minut na połączenie się składników. W tym czasie śmietanę rozrzedzamy wodą, aby nie powstały grudy (tutaj prosta podpowiedź jak uzyskać idealną śmietaną do zabielania zup) i zabielamy nią zupę. Dodajemy pół łyżeczki smalczyku, aby wzbogacić smak.

    (Osobiście nie lubię gdy śmietana w zupie jest zwarzona, dlatego nie gotuję już zupy po dodaniu śmietany, ale to w/g uznania).

    Zalewajkę podaję w wersji czystej, albo posypanej siekanym koperkiem. Pyszna jest także okraszona skwarkami podpieczonego na patelni boczku. Osobiście najbardziej lubię wersję ze skwarami wytopionej słoniny.

    Zalewajka mojej teściowej jest bardziej gęsta (to dzięki dokładnemu wymieszaniu osadu z żurkiem) i użyciu dobrze rozgotowujących się ziemniaków, na co nie zawsze mamy wpływ ;)

    Etykiety:

    czwartek, 2 października 2008

    Tosty tradycyjne



    To nasza najszybsza i najbardziej lubiana opcja śniadaniowa. W jesienne poranki tosty wyśmienicie się komponują z filiżanką herbaty ozdobionej plasterkiem cytryny i posłodzonej miodem.

    Ilość dla 2 osób:
    8 kromek chleba tostowego 3 ziarna
    4 plasterki żółtego sera
    ( lub kulka mozzarelli w zalewie)
    4 plasterki szynki

    1 pieczarka

    mały ogórek konserwowy

    mała cebula

    łyżeczka masła


    Kromki chleba smaruję odrobiną masła na zewnętrznej stronie. W środek 2 tostów wkładam po plasterku szynki (lub pokrojoną mozzarellę)i sera oraz kilka plasterków ogórka i wiórki cebuli. W środek pozostałych tostów daję po plasterku sera oraz pokrojoną na cieniutkie plasterki pieczarkę (tą obieram uprzednio ze skóry). Tosty składam i zapiekam. Zajadamy gorące popijając cytrynową herbatką i odrobinę żałując, że za chwilę trzeba wyruszyć do pracy.


    Etykiety: ,

    środa, 1 października 2008

    Kamień do pizzy



    O jakiegoś czasu zastanawiałam się, czy nie zakupić czegoś takiego do domowych wypieków pizzy. Poczytałam, popytałam i zakupiłam.

    Kamień jeszcze nowiutki, ale szybciutko zamierzam go wypróbować i upiec pizzę z mojego ciasta podstawowego. Do kamienia dostałam łopatkę do przekładania ciasta oraz instrukcję użytkowania. Jeśli prawdą jest to, co o tym kamieniu piszą - moje pulchne drożdżowe ciasto będzie po wypieczeniu bardziej chrupiące i podobne do oryginalnej włoskiej pizzy. No zobaczymy.

    W zanadrzu mam kilka przepisów na chleb i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zacznę także wypiekać domowe pieczywo.

    Zdjęcia na blogu wkrótce :)

    Etykiety: ,

    Najprostsza odmiana pizzy



    O i proszę - kamień wypróbowany!
    Ciasto pieczone na nim faktycznie nabiera zupełnie innego charakteru .
    Po pierwsze - nie jest już takie puszyste, a brzegi pięknie się podpiekają (w stylu podpłomyka).

    Na pierwszy rzut poszła pizza najprostsza z możliwych - z serem.


    Bazą jest drożdżowe ciasto z mojego przepisu podstawowego
    oraz żółty ser (25 dkg)
    do dekoracji czarne lub zielone oliwki (kilka sztuk)

    Do przygotowania sosu, którym posmarujemy nasze ciasto potrzebne są:
    2 przetarte pomidory (mogą być kupne z kartonika albo puszki i wówczas wystarczy połowa objętości)
    2 ząbki czosnku
    suszone zioła: tymianek i majeranek (po pół łyżeczki każdego)
    odrobina pieprzu
    szczypta soli

    Jakieś 30-40 minut przed przystąpieniem do przygotowania sosu i tarcia sera - musimy koniecznie włączyć piekarnik i grzać w nim kamień do pizzy w temp 250 stopni.

    Sos:
    Połowę opakowania pomidorów (lub 2 pomidory bez skóry zmiksowane na papkę), przekładam na patelnię, wyciskam czosnek, doprawiam ziołami i szczyptą soli. Do tego dosłownie kilka ruchów młynka do pieprzu i sos nabiera wyrazistego smaku. I tu moja najważniejsza uwaga - sosu nie wolno przesolić!

    Istnieją zwolennicy nie podgrzewania sosu, ja jednak na bardzo wolnym gazie odparowuję z sosu wodę - zwłaszcza jeśli miksowałam pomidory sama.

    Mając tak przygotowany sos smarujemy nim (cieniutką warstwą) rozwałkowane ciasto. Piekąc na kamieniu - pamiętamy, aby ciasto miało brzegi lekko zawinięte do góry. Rozrzucamy na sos dosłownie kilka sztuk przekrojonych na pół oliwek. Na koniec posypujemy wszystko startym na tarce żółtym serem.

    Pizze przekładamy na porządnie posypaną mąką łopatę, a następnie posuwistym ruchem przerzucamy ciasto na kamień i pieczemy 1o min (nadal w temp 250 st.).

    Odmian smaków pizzy jest niewyczerpana ilość, bazą jest ciasto i sos oraz ser. Ja często połowę pizzy piekę w wersji najprostszej - drugą urozmaicając takimi dodatkami jak plasterki pieczarek, wiórki szynki, talarki cebuli, kiełki słonecznika... Wystarczy odrobina wyobraźni albo ... to co akurat mam dostępne w lodówce ;)

    Na koniec mała dygresja - nie przesadzajcie z ilością dodatków - jednej pizzy wystarczy na prawdę 1 pieczarka, a już 2 plastry szynki porwane palcami na kawałki nadadzą jej bardzo ciekawy smak. Powodzenia!

    Etykiety: