piątek, 26 czerwca 2009

Sezon ogórkowy



Małosolne kojarzą się nieodłącznie z latem,pękami suszonego kopru wiszącego u powały i tym nieziemskim zapachem jaki powstaje podczas kiszenia. Jako dziecko spędzając wakacje u rodziny na wiosce dostawałam do ręki pajdę świeżego chleba, posmarowaną miodem, do tego do zagryzania małosolny ogórek. Dziwne? Nie. :) Tylko typowo polskie, hm ...wiejskie.


Etykiety: ,

środa, 24 czerwca 2009

Ciasto z wiśniami


200 g świeżych wiśni (lub z kompotu,  tych używam w chłodnych porach roku)

150 g masła
pół szklanki cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
2 jajka
sok z połówki cytryny
125 g płatków owsianych
100 g mąki pszennej
łyżeczka proszku do pieczenia

Posypka:
1,5 łyżki płatków owsianych błyskawicznych i/lub płatków migdałów
25 g cukru trzcinowego


Temperatura piekarnika - 180 stopni

Wiśnie wydrylować.

Formę posmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.

Miękkie masło ubić z cukrem i cukrem waniliowym. Dodać sok z cytryny i po jednym jajku, cały czas ubijając. Wsypać proszek do pieczenia i wymieszać. Cały czas mieszając dodawać kolejno (stopniowo) mąki i płatków owsianych. Wyłożyć ciasto do formy i wyrównać. Na wierzchu ułożyć wiśnie, lekko wciskając je w ciasto.

Zmieszać składniki posypki i posypać nią ciasto. Piec 25 – 30 minut.



Oryginalny przepis, jak zwykle fantastyczny, podała na forum Cin-cin Joanna.

Kilka uwag:
Ciasto nie rośnie wysokie, ale jest i słodkie i zarazem lekko kwaskowe. Płatków owsianych praktycznie nie wyczuwa się, a do posypki najlepiej użyć płatków migdałów. Trafiając w środku zimy na wiśnie zatopione w cieście wrócimy myślami do gorącego lata, pachnącego, leniwego, beztroskiego.
Co ciekawe, wisnie z kompotu odzyskują w upieczonym cieście przepiękną czerwonawą barwę.
Tylko smak świeżych owoców jest niewątpliwie nie do zastąpienia.... Cóż, nie można mieć wszystkiego ;) Niemniej, dzięki Joannie uzyskałam wreszcie możliwość "utylizacji" kompotowych wisienek.

Etykiety: ,

wtorek, 16 czerwca 2009

Ciasto marchewkowe z makiem


Tym razem nie ja jestem autorka ciasta, ale moja nastolatka :) która korzysta z przepisów pochodzących z książki "Nastolatki rządzą w kuchni". To, które piekła wyszło przepyszne i na stałe zagości wśród naszych wypieków. Ciasto znalazło się również na okładce wspomnianej książki.

Marchewkowe ciasto z makiem i polewą toffi

puszka skondensowanego mleka (słodzonego)
2 szklanki mąki
2 szklanki startej marchewki
2 szklanki cukru (wbrew pozorom nie jest to za dużo)
1 i 1/2 szklanki oleju
4 jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki sody
1 szklanka maku

1. Mleko (z puszką) gotować w wodzie przez 2,5 godziny. W tym czasie można przygotować składniki i zacząć spokojnie piec ciasto.

2. Utrzeć cukier z jajkami na puszystą masę. Dodać proszek do pieczenia i sodę - przez chwilę miksować - ostatnio uprościłam metodę i nie mieszam proszku z mąką tylko od razu wsypuję proszek do utartej masy jajeczno-cukrowej :)

3. Wsypać mąkę - utrzeć, dodać olej - utrzeć. Ciasto będzie gęste.

4. Następnie dodać marchewkę - masa nabierze lżejszej konsystencji - a na samym końcu 3/4 szklanki maku. Całość wymieszać.

5. Piekarnik rozgrzać do temp. 180 stopni.

6. Blachę wysmarowaną masłem wyłożyć papierem do pieczenia, na to wylać ciasto. Piec ok. 40-45 min. - sprawdzić patyczkiem czy jest już upieczone. Gdy ciasto ostygnie - wierzch polać masą kajmakową i posypać resztą maku.

Ciasto jest bardzo puszyste i na prawdę warto je wypróbować. Przepis prosty jak drut ;) Polecam.

Etykiety:

środa, 10 czerwca 2009

Ukraińskie klimaty w starym Krakowie

Jadąc na sesję fotograficzną do Krakowa nie nastawiałam się zbytnio na kulinarne odkrycia. Owszem - zaglądaliśmy na poranną kawę do pobliskich kawiarni, na obiad szukaliśmy zaś miejsca w którym zmieści się przy jednym stole większa ilość osób :) Tylko tyle.

To czego oczekiwałam od Krakowa kryło się w przelotnych ujęciach, niezwyczajnych detalach mijanych kamienic i przypadkowych ludziach, których uwieczniłam na zdjęciach.

TO odkrycie kulinarne dokonało się zupełnym przypadkiem. Mała uliczka z boku Grodzkiej nie specjalnie zachęcała do zagłębiania się w nią. Ale przenikliwe zimno i wiatr spowodowały, że zaczęłam szukać miejsca w którym można się ogrzać. Wzrok przykuły niezwykłe niebieskie drzwi. Jak na Zanzibarze, gdzie jest największe zagęszczenie przepięknych, zabytkowych drzwi.

Ja oglądam niezwykłe drzwi. I robię im zdjęcia.

Te niebieskie, prowadziły do Ukraińskiego smaku. Knajpy z niezwykłym klimatem i świetnym jedzeniem. Trafiliśmy tam na kelnera-gadułę, który potrafił opowiedzieć o każdej z potraw - jej smaku, zaletach, różnicach, przejawiając przy tym zadatki na niezłego showmana :)

Może to właśnie kelner stworzył wyjątkowy nastrój, którym knajpa mnie urzekła? Kto wie...

Etykiety:

wtorek, 9 czerwca 2009

Sałata obiadowa ;)

Nie ma to jak odrobina zieleniny do obiadu. Dzieci oczywiście jej nie tkną (blee, fuj ....), no a dorośli... Dorośli za czymś zielonym do obiadu przepadają, bo .... bo są już dorośli ;)

Poniżej moja wersja obiadowej sałaty w sosie vinegret. Dla 2 osób.

5-6 zielonych listków sałaty (najlepsze są listki młode, ze środka, te o lekko zielonkawej barwie)
1/3 zielonego ogórka
koperek
młody szczypior
oliwa, ocet jabłkowy, sól, pieprz

Sos:
Wymieszaj 1 łyżkę octu jabłkowego z 3-4 łyżkami oliwy, dodaj do smaku sól (szczypta, dwie) i mielony pieprz i ponownie wymieszaj. Ja robię to w filiżance - mieszając łyżką stołową, ale równie dobrze można składniki wlać do zakręcanego słoika i gwałtownie nim potrząsnąć.

Liście sałaty dobrze opłucz pod bieżącą wodą, porwij je palcami na drobniejsze kawałki i przełóż do półmiska. Szczypior i ogórek pokrój na plasterki, koperek posiekaj. Dorzuć do sałaty. Całość polej przygotowanym sosem - dobrze wymieszaj.

Sałatę trzeba przygotowywać na chwilę przed podaniem, inaczej jej delikatne listki - po polaniu sosem vinegret- szybko zwiotczeją.

Etykiety:

Porcelana i srebrna łyżeczka

Bardzo długo szukaliśmy mebli pod TV. Ja jestem zakochana w ciężkich, solidnych meblach kolonialnych. Wielokrotnie przemierzałam setki wystaw i sklepów meblowych w poszukiwaniu tego jednego - który od razu wpadnie w oko i będzie idealny. Idealnie pasujący do klimatu naszego mieszkania, a przy tym funkcjonalny. No i najważniejsze - będzie miał odpowiedni wymiar. Wreszcie znalazłam.

A w prezencie dostałam śliczny komplet kawowy z eleganckim - niewidocznym nadrukiem producenta na spodzie. Porcelanowy, biały, prosty. Bez rozdmuchanego ego.