piątek, 28 lutego 2014

Ferie czyli mniej codzienności na głowie.



Najważniejszy posiłek dnia? Dla mnie niewątpliwie śniadanie! Jako ranny ptaszek (lub skowronek, jak kto woli) budzę się o poranku – zazwyczaj pełna pozytywnej energii. Wystarczy by przez okno wpadł promyk słońca. Drugi zastrzyk doładowania daje mi śniadanie. I kawa. Obowiązkowo czarna, z drobinkami mielonego cynamonu. Nie mogę niestety powiedzieć, że moje śniadania są ‘zdrowe’. Uwielbiane przeze mnie grzanki na maśle z roztopionym plasterkiem goudy nie należą z pewnością do zdrowego menu. Cóż, łasuchem nie jestem: nie jadam słodyczy, nie słodzę herbat, po chipsy sięgam sporadycznie, więc tłumaczę sobie, że odrobina więcej kalorii dostarczona z grzankami jest OK.


A do tego wpasowuję się przecież w zalecenia dietetyków, dla których śniadanie to podstawa codziennej egzystencji, które powinno zapewnić 25 procent dziennego zapotrzebowania na składniki odżywcze i energetyczne.

Zdrowa alternatywa? Z pewnością postawić można by na musli z naturalnym jogurtem lub mlekiem sojowym, jajka, odrobinę ulubionej zieleniny (u mnie ostatnio zdecydowanie wygrywa rukola, zaraz po niej plasuje się cykoria albo roszponka). A na drugie śniadanie - do schrupania marchewka  albo sezonowe owoce.

Gdyby jednak życie było takie proste – a my (ja) w zasadach żywieniowych konsekwentni – nie pojawiłby się tu i ówdzie nadmiar tkanki tłuszczowej. Nie chcę zganiać tego zjawiska na zwalniający z wiekiem metabolizm, ani na antykoncepcję która do otyłości niewątpliwie się przyczynia. Wolę wierzyć, że wypite wieczorem dobre wino czy podjadany - pyszny skądinąd – ser, są głównymi winowajcami.

Czując w kościach zbliżającą się wiosnę, podjęłam więc próbę zmiany. W domowym zaciszu intensywnie ćwiczę (na razie bez szkody dla kręgosłupa co przytrafiało mi się kilkakrotnie podczas ‘modnych’ aerobików), jednodaniowy obiad jadam najpóźniej do godziny 14, a kolację oddaję wrogowi  (no dobrze - mężowi ;). Na razie szło łatwo. Wiadomo – ferie, dzieci poza domem i ogólnie mniej codzienności na głowie. Jak będzie od poniedziałku? Chcę wierzyć że równie konsekwentnie, trzymajcie więc za mnie kciuki :)

Na zdjęciu:  grzanki z żółtym serem (gouda), odrobina pasty łososiowej , rukola, koktajlowy pomidorek.

Etykiety:

niedziela, 9 lutego 2014

Domowe sushi

Czy próbowaliście kiedyś sushi z omletem? Ja bardzo lubię taką 'bezrybną' odmianę japońskiego przysmaku.  Co więcej, bawiąc się kolorami (w zależności od nastroju i humoru) często przygotowuje np. tylko żółte wypełnienie, tylko zielone, tylko czerwone.

Kolorowe sushi
Poniżej - najczęściej stosowane przeze mnie wypełnienia:
żółte (omlet, marynowana rzodkiew), 
zielone (ogórek, sałata, wasabi), 
czerwone (papryka, surimi, serek).
 

Zaciekawiłam kogoś? 

Zachęcam do tworzenia własnych kompozycji. 


Etykiety: