poniedziałek, 29 listopada 2010

Potrawa, która Ci kogoś przypomina

Czyli Dzień 5 zabawy ;)

Jest kilka takich potraw, które przypominają mi ciocię. Od kiedy pamiętam, do wujostwa lubiłam jeździć z wizytą. Rodzice udawali się do nich raz w roku, najczęściej latem - zawożąc w prezencie wielki worek własnoręcznie uzbieranych i ususzonych  grzybów. Ciotka była nieodmiennie zachwycona, a ja nieodmiennie dobrze się bawiłam z kuzynem - fanem ołowianych żołnierzyków tudzież wojskowego sprzętu zmechanizowanego - czołgów, samolotów, armat itp. Kuzynowi  mania sprzętowa nie przeszła i dziś jest uznanym fachmenem w zakresie lotnictwa. Często udziela wywiadów, pisze ciekawe artykuły.

Wracając do cioci - była mistrzynią gotowania i szycia co przy wykonywanej pracy zawodowej (profesor pedagogiki)  na prawdę zadziwiało :)

A zapamiętane potrawy - to zupa cytrynowa, pasztet z zająca z mnóstwem pachnącego majeranku  i surówka z selera.

Czas temu obiecałam, że do selera wrócę - okazja właśnie się  nadarzyła :)

Surówka z selera

1 średni seler
10 dkg ulubionego żółtego sera
2,3 łyżki majonezu
łyżka soku z cytryny
sól, pieprz

Seler obieramy, myjemy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Skrapiamy  sokiem z cytryny, aby nie ciemniał.

Ser również ścieramy na tarce o dużych oczkach. Łączymy z selerem, mieszamy z majonezem.

Do smaku doprawiamy pieprzem i odrobiną soli (szczypta, góra dwie).Podajemy do drugiego dania  z pieczonym mięsem.

Etykiety:

niedziela, 28 listopada 2010

Coś, co trzeba jeść powoli.

I nadszedł Dzień 4.

Coś co trzeba jeść powoli. Napiszę przekornie - powoli jem potrawy które mi nie smakują ;)  Jednak nie chcąc robić przykrości  np. teściowej - nakładam  tego czegoś odrobinę i delektuję się tym przez połowę wieczoru.

sobota, 27 listopada 2010

Coś, co trzeba jeść szybko.

Dzień 3

Pochłaniam "na szybko",  stojąc, w biegu ... wiele potraw. Przy 3-ce dzieci czasu dla siebie ma się niewiele, ale to nie najlepszy sposób na zdrowe odżywianie. Prawdę mówiąc, nie wiem co trzeba byłoby jeść szybko. I jakoś nic mi na myśl nie przychodzi...

Na szybko trzeba na pewno wypić filiżankę gorącej czekolady - póki jeszcze parzy język i pozostawia po sobie lekki niedosyt :)

Czekolada na gorąco z musem malinowym

1 tabliczka białej czekolady Wedla
1/2 tabliczki czekolady deserowej Wedla
4 -5 łyżek mleka 3,2%

+ miseczka malin

1. Czekoladę połamać na kawałki, wrzucić do małego rondelka, dolać mleka i rozpuścić na wolnym ogniu, stale mieszając (szybszym i wygodniejszym sposobem jest podgrzanie jej w mikrofali ale tutaj zdecydowanie polecam garnuszek) . Jeśli jest zbyt gęsta - dolać łyżkę mleka. Nie zagotowywać. Zdjąć z ognia.

2. Maliny zmiksować blenderem - przetrzeć przez sito aby pozbyć się pestek.

3. Do filiżanki wlać czekoladę (tylko 3/4 objętości) Powoli dolać - celując w środek filiżanki - malinowy mus. Można całość udekorować listkiem mięty, wiórkami białej czekolady albo wcale.

Pychota. Najbardziej szkoda jak się już mus skończy i zostaje do wypicia sama czekolada, skadinąd rownie dobra.

A! Czekolada nie jest słodka, a połączenie z kwaskowatymi malinami dodaje jej niewątpliwie uroku :)


piątek, 26 listopada 2010

Potrawa, której nie znoszę.

Czyli Dzień 2 zabawy.

Nie znoszę gotowanego mleka i kożuchów tworzących się na jego powierzchni. Nie wiadomo dlaczego, ale na sam widok kożucha dostaję odruchu wymiotnego... . Z tego samego powodu nie znosiłam jako dziecko budyniu. A urocze panie przedszkolanki sadzały mnie-dziecko nad miseczką budyniowej ciapy, po czym  siedziałam tak  płacząc nad budyniem do przyjścia rodziców... Fuj, ależ wspomnienie ;)

czwartek, 25 listopada 2010

Ogórkowa

Dzień 1 - aktualnie ulubiona potrawa 

 

 Właściwie to nie wiem czy do definicji potraw można zakwalifikować zupę. Ale tak czy inaczej, z nastaniem jesiennych chłodów ogórkowa stała się moim ulubionym daniem. Niezbyt gęsta (gdyż tylko takie zupy robię.lubię.jadam) a jednak sycąca - bo przygotowana na bazie solidnego kawałka mięsa.

Zupa ogórkowa

 Składniki:
1 noga kurczaka ( lub porcja rosołowa)
1 marchewka starta na tarce o dużych oczkach 
1 pietruszka
1/4 selera
kawałek pora
3 średnie ziemniaki
po łyżce posiekanej  natki pietruszki i koperku
sól, pieprz, 3 ziarna ziela angielskiego
3 kiszone ogórki starte na tarce i podsmażone na łyżce masła
2 łyżki śmietany 18%
1,5 -2 litrów wody oligoceńskiej

Do garnka z zimną wodą wrzucamy porcję mięsa - zagotowujemy. Zmniejszamy ogień na minimalny i pozwalamy mięsu gotować się co najmniej przez godzinę. W tym czasie spokojnie przygotowujemy warzywa, obieramy, płuczemy; marchew i ogórki tarkujemy (dla dzieci ogórki kiszone przed starciem obieram ze skóry), a ziemniaki kroimy w kostkę.
Starte ogórki podsmażamy na patelni na łyżce masła około 3 minut. Dodaję do nich również szczyptę mielonego pieprzu. Po godzinie do garnka dokładam wszystkie warzywa OPRÓCZ ogórków. Gotuję  30 minut dosalając i podprawiając smak zupy zielem angielskim oraz dodatkowo kilkoma obrotami młynka z pieprzem. Po 30 minutach (jest to czas potrzebny na rozgotowanie warzyw) dokładam podsmażone ogórki i rozdrobnioną zimną wodą śmietanę. Gotuję jakieś 5-7 minut, po czym pozostawiam zupę w garnku z zamkniętą przykrywką.




Etykiety: ,

środa, 24 listopada 2010

Zabawa

Zaprosiła mnie do niej Kulka.
Aby urozmaicić nieco jesienną nude chętnie się do zabawy przyłączę :)

Jedziemy:



Zasady akcji są następujące:

1. Aby przystąpić do akcji, należy opublikować na blogu notkę z powyższym obrazkiem oraz wytypować trzy osoby, które chcemy zachęcić do udziału w wyzwaniu (i powiadomić je o tym na ich blogach).

2. Przez 30 dni od opublikowania notki należy publikować następne z kolejnymi wyzwaniami. Wyzwanie może być także częścią regularnej notki. (Notki mogą pojawiać się w kilkudniowych odstępach, ważne jest, by zachować kolejność.)

3. Mile widziane uzasadnienia, anegdotki, przepisy, zdjęcia :-)

dzień 1 - aktualnie ulubiona potrawa
dzień 2 - potrawa, której nie znosisz
dzień 3 - coś, co trzeba jeść szybko
dzień 4 - coś, co trzeba jeść powoli
dzień 5 - potrawa, która Ci kogoś przypomina
dzień 6 - smak, który przenosi w inne miejsce
dzień 7 - coś, co wszyscy wydają się lubić
dzień 8 - co możesz przygotować z zamkniętymi oczami?
dzień 9 - coś, co można podarować jako prezent
dzień 10 - ulubiony "comfort food"
dzień 11 - potrawa z ulubionej książki kucharskiej
dzień 12 - przepis z ulubionego bloga kulinarnego
dzień 13 - jedzenie, które jest grzechem (ale jakże przyjemnym)
dzień 14 - coś, czego nigdy nie spodziewał(a)byś się polubić
dzień 15 - kiedyś znienawidzone, dziś ulubione
dzień 16 - kiedyś ulubione, dziś znienawidzone
dzień 17 - coś, co jesz bardzo często
dzień 18 - coś, czego nigdy nie jadasz
dzień 19 - potrawa, którą jesz rękami
dzień 20 - kulinarne wspomnienie z dzieciństwa
dzień 21 - potrawa, której chciał(a)byś spróbować
dzień 22 - coś, co jesz, kiedy chorujesz
dzień 23 - romantyczne jedzenie dla dwojga
dzień 24 - najbardziej nieestetyczna potrawa
dzień 25 - ulubiona potrawa świąteczna
dzień 26 - jedzenie z piosenki
dzień 27 - jedzenie filmowe
dzień 28 - coś pysznego i jednocześnie zdrowego
dzień 29 - coś zbyt skomplikowanego, by próbować to przygotować
dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty

Zapraszam do akcji:
  • Anię z  Kucharni
  • Kaczuchę ze Słodkich rozmyslań
  • i Beę z Bea w Kuchni

niedziela, 21 listopada 2010

Pizza ze szpinakiem


Miałam ogromną ochotę na szpinak i... cukinię. Wiem, wiem  - to bardzo to wegetariańskie :) Ale za mięsem generalnie nie przepadam, mimo że wegetarianką nie jestem.

mała cukinia
liście szpinaku
przepiórcze jajo (surowe)
kilka plasterków szynki
kilka oliwek
kula mozzarelli z zalewy
sos pomidorowy
ciasto na pizze z przepisu podstawowego

Cukinię obraną ze skóry pokroiłam na cirniutkie plastry, posoliłam i pozostawiłam na osobnym talerzu na czas przygotowania całej reszty.  Szpinak podgotowałam 3 minuty we wrzącej osolonej wodzie, odcedziłam na sitku. Połówkę nieupieczonej pizzy (posmarowanej sosem pomidorowym) ozdobiłam plasterkami cukinii, podgotowanym szpinakiem, rozbijając na to dodatkowo 1 przepiórcze jajo na surowo. Druga część pizzy przybrana była tradycyjnie  szynką i oliwkami. Do tego kulka  mozzarelli pokruszona rękami i .. .gotowe :) Pizze piekłam tradycyjnie już na kamieniu (250 stopni - 7 minut). Jajo w piekarniku podczas zapiekania pizzy ładnie się ścięło. A moja warzywna część, nie ukrywam, została spałaszowana ze smakiem.

Etykiety: ,

czwartek, 18 listopada 2010

Pure z selera w/g Jamiego

Powtórzę za autorem - zaskakująco proste, ale nadzwyczaj smaczne danie warzywne.

Ja seler lubię, od kiedy pamiętam pojawiał się w mojej kuchni. Jednakże nigdy dotąd tak wyraziście i do tego w głównej roli.

Pure które dzisiaj zrobiłam, poddało mi pomysł aby wyciągnąć na światło dzienne inne, dawno już nie używane, przepisy na sałatki z selera.
Kto ciekawy  - niech zagląda, w miarę wolnego czasu postaram się je pokazać.



A oto dzisiejsza selerowa niespodzianka:
  • 1 duży obrany seler
  • oliwa
  • 2 ząbki czosnku
  • sól (szczypta lub co najwyżej dwie)
  • świeżo mielony pieprz (u mnie trójkolorowy)
  • garść świeżego tymianku ( ja niestety dałam szczyptę suszonego )
  • chochelka dobrego bulionu

Seler pokroić w niezbyt dużą kostkę. Na dużym ogniu postawić garnek lub rondel o nieprzywierającym grubym dnie, wlać 5 łyżek oliwy (a w zasadzie tyle aby pokryła dno), wrzucić seler tymianek i przyprawy - oprócz czosnku. Wymieszać składniki i przesmażyć na dużym ogniu do lekkiego zrumienienia selera. W ostatniej fazie dołożyć posiekane ząbki czosnku - Jamie dodaje czosnek już na wstępie smażenia, ale osobiście nie lubię gdy czosnek się przypala. Zmniejszyć płomień, dolać bulion i dusić pod przykryciem około 25 minut.

Po tym czasie utłuc na pure. Podawać do drugiego dania.

Smak zapewniam - niezwykły; seler staje się słodkawy, a dodatek bulionu, czosnku i tymianku wspaniale tą jego odmienność podkreśla. A co śmieszniejsze  -mąż wcale selera w tym pure nie rozpoznał ;)

Etykiety:

środa, 17 listopada 2010

Szarlotka na krupczatce.

Właściwie szarlotka powinna nosić nazwę Szarlotka Beni, od której przepis dostałam. 
Ale wyszukiwarka słowa Beni  nie zrozumie, a krupczatkę i owszem, załapie ;)



Z podanych ilości wychodzą dwa ciasta 
(dwa ciasta na formę okrągłą lub jedno duże pieczone w prostokątnej):

60 dkg  mąki krupczatki
1,5 kostki margaryny lub masła roślinnego
4 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
20 dkg cukru
2 łyżki zimnej wody

jabłka
- najlepiej szara reneta 
i tak: na 1 porcję (mniejszego) ciasta potrzeba
6 dużych jabłek, łyżeczkę cynamonu, 1/3 szklanki cukru

Margarynę lub masło posiekać z mąką, dodać proszek, żółtka, cukier i zagnieść ciasto. Jeśli nie chce się skleić podlać zimną wodą. Schładzać ciasto przez minimum 30 minut w lodówce. Podzielić na dwie części, każdą połówkę znowu na pół.  1/4 ciasta wylepić okrągłą blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Na to jabłka  np. gotowe ze słoiczka albo przygotowane z mojego drugiego przepisu na szarlotkę francuską. Na wierzch kolejna warstwę ciasta - u mnie starta na tarce o dużych oczkach.
Wstawić do nagrzanego piekarnika góra- dół  (170 stopni). Piec do zrumienienia górnej warstwy. 
Ja piekłam około 50 minut w 170 stopniach, potem zwiększyłam temp. do 180 stopni i dopiekałam ciasto  przez kolejne 10 minut.

Etykiety: ,

piątek, 12 listopada 2010

Ciasteczka owsiane

Kolejny przepis, który wypróbowałam z książki Jacqueline Bellefontaine.
W oryginale ciasteczka noszą nazwę karmelowe, ale  ja wykorzystałam wyłącznie przepis na ciasto, polewę karmelową całkowicie ignorując. Miałam ochotę na coś mniej słodkiego, hmm IMO bardziej wyrazistego.
Wymyśliłam więc inną prostą i błyskawiczną w wykonaniu polewę - która przypadła wszystkim do smaku.

Ciasteczka są na prawdę smaczne - tylko trzeba pamiętać, że z podanych proporcji wychodzi ich bardzo, bardzo mało. Małe i większe brzuchy łakomczuchy  zjadłyby co najmniej ich  podwojoną ilość ;)
 

Na ciasto:
100 g miękkiego masła
4 łyżki brązowego cukru
4 łyżki płatków owsianych błyskawicznych
125 g mąki pszennej

mała kwadratowa blacha 20x20cm
papier do pieczenia

Na polewę:
kwaskowaty dżem (u mnie porzeczkowy)
1 tabliczka mlecznej czekolady

Piekarnik rozgrzać do180 stopni. 
Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodać kolejno: mąkę - utrzeć, płatki - utrzeć.
Ciasto przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wyrównać palcami. Wstawić do gorącego piekarnika i piec 20 minut - lub do lekkiego zrumienienia wierzchu.


Pozostawić w formie do lekkiego przestygnięcia.

Dzięki użytemu pergaminowi - upieczony spód wyjmujemy z blachy razem z papierem i bez większych trudności ozdabiamy polewą: rozsmarowujemy 3, 4 kopiaste łyżki dżemu, na który wylewamy roztopioną  czekoladę. Czekoladę roztapiam w mikrofali - wkładając do szklanej miseczki podzieloną na kostki tabliczkę. Mikrofalę ustawiam  na  2 razy po 30 sek  pracy przy max mocy.

Ciasto ozdobione dżemem i polewą  kroimy na niewielkie prostokąty - mi wyszło jakieś16 sztuk. Zajadaliśmy się nimi bardzo. Niestety niewielka  ilość ciasteczek zaspokoiła tylko w małym stopniu zachciankę naszej 4 na coś słodkiego ;)



Etykiety: ,

piątek, 5 listopada 2010

Udoskonalony ....bigos

Pisałam już, że robię wyłącznie bigos wegetariański 
Niestety większość rodziny (babcie, ciotki, tudzież znajomi których do rodziny nie zaliczam ale koniecznie należy ich tutaj wymienić ) przygotowują bigos w sposób tradycyjny, często nas nim częstując lub co gorsza ;) obdarowując.
Ponieważ tak przywykliśmy do bigosu bez mięsa, który robię - bigosowe prezenty wprawiają nas nieodmiennie w lekkie zakłopotanie. Nie chcąc jednakże robić nikomu - zwłaszcza babciom przykrości, przyjmujemy je. 


W czasach studenckich wpadłam na pomysł  udoskonalenia smaku takiego właśnie babcinego bigosu i od tamtej pory chętnie z tego pomysłu korzystam. Ostatnio mąż przypomniał mi o nim, będąc obdarowanym przez babcię Irenkę wielgaśnym słoikiem tradycyjnego, mięsnego bigosu.


Cóż niezwykłego kryje się w moim sposobie?
Właściwie nic. Ale z  prostych dodatków wyczarowuję zupełnie odmienne danie. 
A bigos tak doprawiony nabiera lekkości, wyrazistości i przestaje być typowym bigosem.

Obawiam się, że zabrnęłam w ten bigos za daleko aby nie podać szczegółów ;)

Na litrowy słoik bigosu potrzebne są:
1 pomidor
1 ząbek czosnku
kawałek żółtego sera (5-10 dkg)
2 łyżki masła

Pomidor i ser kroimy w kostkę o boku mniej więcej 2 cm. Ząbek czosnku (po obraniu z łupinki) - w jak najdrobniejsze plasterki. Do podgrzanego na patelni na maśle bigosu dorzucamy przygotowane uprzednio składniki. Mieszamy  co jakiś czas do rozpuszczenia się sera.

Etykiety: