poniedziałek, 27 września 2010

Śliwkowa nutella

Pomysł zapodała Joanna tutaj. Właściwie nie chciałam nic zmieniać, bo to była pierwsza próba - niemniej śliwek miałam tylko kilogram .
Koniec końców, przepis Joanny, jak to zwykle bywa, zrobiłam po swojemu. 
Może też stąd, że nie jestem zwolenniczką cukru ?
Do nutelli dodałam wyłącznie ten waniliowy ;)

Składniki:
1 kg wypestkowanych dojrzałych śliwek węgierek
1 cukier waniliowy
50 g kakao
1 tabliczka czekolady mlecznej lub deserowej Wedla

Śliwki zemleć w maszynce do mięsa -  ten sposób jest na prawdę świetny i szybki, maszynkę łatwo się  z resztek śliwkowych czyści, a skórki  śliwkowe przy smażeniu są dokładnie takie jakie powinny być.

Rozdrobnione śliwki przełożyć do garnka z nieprzywierającym dnem i smażyć mieszając drewnianą łyżką do uzyskania ciągnącej konsystencji - zajmie to min.od 2 do 4 godzin. Zwolennicy celebrowania śliwkowego smażenia dłuższego mogą robić przerwy i powracać do smażenia np. na drugi dzień.

Na koniec smażenia należy do powideł dodać cukier waniliowy,  kakao i połamaną czekoladę. Smażyć jeszcze kilka minut.

Przełożyć do wyparzonego słoiczka, zakręcić wieczko i szybko ustawić słoiczek "do góry nogami".

Powidła są o niebo lepsze od tradycyjnej nutelli -  całego smaczku dodają kwaskowate powidła. Ja ozdobiłam śliwkową nutellą niewielkie czekoladowe muffinki, które piekłyśmy z Misią w niedzielę.


Etykiety: ,

środa, 22 września 2010

Wakacyjnych wspomnień czar.

Miejsce akcji - Hiszpania. Dokładniej rzecz biorąc Minorka, zwana  przez tubylców Menorką. Ta niewielka wyspa urzeka przyjeznych w gruncie rzeczy spokojem. W szczycie sezonu nie ma tu tłumów - bez trudu  znajdowaliśmy wolny stolik w  restauracji, czy o poranku - zupełnie pustą plażę.  


Miejscowe specjały takie jak sery - kusiły z malutkich straganów, a pomada (czyli koktajl na bazie dżinu i lemoniady) serwowana była dosłownie wszędzie, w tym na statkach obwożących turystów po niedostępnych z lądu - a jakże urokliwych - plażach. 

W sklepach można było kupić przepiękne sandały wyrabiane ze skór hodowanych na wyspie zwierząt. 



Do tego otwarci  Hiszpanie i fantastyczne atrakcje dla dzieci, które zachwycone wieczornymi animacjami przygotowanymi wyłącznie dla nich, nie chciały stamtąd wyjeżdżać :)



Etykiety:

niedziela, 19 września 2010

Bigos z cukinii

Ortodoksyjny. Bez żadnych cudowań i ulepszeń. 
Na taki miałam ochotę i taki wczoraj zrobiłam.

Składniki:
  • 2 parówki np. Berlinki (lub1 kiełbaska ale my nie takowych jadamy)
  • 1kg młodej cukinii
  • 2 cukrowe cebule, niezbyt duże
  • 1 pomidor ( lub odrobina przecieru z pomidorów)
  • oliwa z pestek winogron do smażenia
  • 1 łyżka keczupu
  • pół łyżeczki cukru
  • sól i pieprz do smaku

Parówki kroję w  krążki, cukinię, pomidora i cebulki obrane ze skóry  - w kostkę. Cukinię solę sporą ilości soli zostawiając na czas smażenia w osobnym półmisku. Podsmażam na oleju parówkę i cebulkę, pod koniec dosalając to szczyptą soli. Dorzucam cukinię, pomidora i keczup. Podlewam 2 łyżkami wody. Gotuję na wolnym ogniu pod przykryciem  - do miękkości cukinii.W miedzyczasie samkuję  - ewentualnie całość dosalając.

Etykiety: ,

piątek, 17 września 2010

Puszyste ciasto owocowo-migdałowe

Przepis wzięty żywcem stąd. 
Wykonanie jest bardzo proste, a ciasto podczas miksowania pięknie puszyste - nawet po dodaniu maki przesianej z migdałami. Tuż po upieczeniu ciasto zachowuje swoją wspaniałą puszystość, na drugi dzień nieco rozmiękczoną przez dodane owoce.


Składniki:
  • 1 szklanka mąki
  • 3/4 szklanki mielonych migdałów
  • 4 duże jajka
  • pół szklanki cukru
  • 2 całkiem płaskie, łyżeczki proszku do pieczenia 
  • pół szklanki oleju

Dodatkowo:
  •  owoce (u mnie śliwki w  oryginale wydrylowane czereśnie)
  •  1 łyżka kakao
  •  kruszonka ( zagniatamy: 1/4 kostki masła z cukrem i mąką w ilości po ok. pół filiżanki)



1. W misce wymieszać mąkę, mielone migdały i proszek do pieczenia.

2. Całe jajka ubić z cukrem na bardzo puszystą i gęstą masę (do białości). Nie przerywając ubijania dodawać stopniowo olej, a następnie po łyżce mąki z dodatkami.

3. Ciasto przelać do okrągłej formy  włożonej papierem do pieczenia. Wierzch ciasta posypać przez sitko kakao.Ułożyć owoce.

4. Na owoce zetrzeć na tarce kruszonkę.

5. Piec ok. 50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Etykiety: ,

niedziela, 12 września 2010

Sałatka na zimę

Zimową porą,  kiedy z domu nie chce się wychylać nawet nosa uwielbiam otwierać do obiadu domowe przetwory. Wśród nich króluje sałatka mojej teściowej: ogórkowo-paprykowo-cebulowa. Ma słodko-kwaśny smak, oraz idealnie dobrane proporcje warzyw.
Pamiętam, jadłam ją po raz pierwszy będąc w ciąży z Misią,  i nie wiem czy to ciąża czy moje łakomstwo sprawiło, że objadałam się nią bez opamiętania ;)


Aby powiększyć swoją spiżarnię o to sałatkowe cudo potrzebne będą:
4 kg zielonych ogórków
po pół kilograma: marchwi, papryki i cebuli
3 ząbki czosnku
natka pietruszki
posiekany koperek


Na zalewę:
1 szklanka oleju
3/4 szklanka octu
3 czubate łyżki cukru
3 łyżki soli
kilka ziaren czarnego pieprzu i ziela angielskiego



Ogórki, marchew, cebulę i czosnek obieramy. Kroimy w plasterki. Ja używam do tego celu maszyny do krojenia, ogórki mają grubość około 2 mm. Marchewkę lubię mieć  nieco grubszą, natomiast cebulę cieńszą.  Paprykę czyścimy z nasion i również kroimy w plasterki. Warzywa mieszamy w dużym garnku lub misce.

Składniki na zalewę mieszamy i zagotowujemy. Zalewamy nią warzywa. Pozostawiamy wszystko na minimum godzinę. Ogórki puszczą w tym czasie sok. Sałatkę przekładamy do czystych słoików, zakręcamy wieczka i pasteryzujemy 10-15 minut.

A! Na dno garnka w którym gotuję słoiki, wykładam lnianą ściereczkę aby zapobiec brzydkim śladom pozostawianym przez słoiki.

Etykiety: , ,

środa, 8 września 2010

Rybny rosołek

Dzisiaj przyszła do mnie niezwykle miła przesyłka - od kuchareczki Anny-Marii. Z wakacyjnych wojaży Ania przywiozła mi i wysłała pocztą ulubioną przeze mnie, węgierską przyprawę. To niezwykle miłe i bardzo Ci Aniu dziękuję. Jakieś dobre fluidy krążą wokół Ciebie  i Twojego bloga :)

A wracając do rybnej zupki, jest moją ulubioną - taki zamiennik zwykłego rosołu. 


Lekki,  aromatyczny z  pływającymi kawałkami karpia. Karp koniecznie musi być świeży, części do gotowania użytych nie należy żałować (ogon, reszty z porcjowania). Do tego dużo warzywnej wkładki i oligoceńska woda. 
To połowa sukcesu.  
A druga ? He he- śmiem twierdzić, że to moje stare garnki  w których zupy zawsze się udają .



Etykiety: ,