poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Bogracz teściowej

Wakacyjne wspomnienia .. nie wiem jak ująć w słowa,  część zatrzymałam w kadrze ....
Wśród nich, jak zwykle, moje ukochane Węgry... Jechaliśmy przez pola śmiejących się słoneczników, spokojnych wiosek, pachnących łąk. Na talerzach papryka, salami, bogracz .... gulasze.
I ta cisza.
I ten spokój.
I ... odrobinę szaleństwa - bo bez niego wakacje nie smakowałyby przecież na prawdę ;)


Na deser przepis na bogracz, który serwuje moja teściowa, jak ja zakochana w węgierskich klimatach. Otrzymany dawno temu, odrobinę zakurzony, bo kiedy urodził się Szymek przestaliśmy jadać wołowinę.

Może jednak kogoś skusi?

 Na zupę :
ładny kawałek wołowiny (tak do pół kilo)
1 mała czerwona papryka
ziemniaki (ok 5 szt.)
garść mrożonego groszku
1 (lub 2) marchewki

 wywar warzywny lub z kostki  (około 1,5l)

Na kluseczki:
1 szklanka mąki, 

1 małe piwo
1 żółtko


Przyprawy: kminek, ostra i słodka papryka, sól, olej

- - - - - - - - -

Bogracz: Ugotuj wywar warzywny. Mięso umyj, pokrój w drobną kostkę, po czym podsmaż na mocno rozgrzanym tłuszczu. Smaż mieszając aż woda dobrze odparuje. Przełóż mięso do garna i zalej gorącym wywarem, wsyp ok. łyżeczki kminku i wolno gotuj do miękkości. Na patelni rozgrzej trochę tłuszczu (olej), zdejmij z ognia, wsyp słodką ( 1 łyżeczka) i ostrą paprykę i rozprowadź ją w tłuszczu. Dodaj do garnka, daje nie tylko smak, ale i kolor. Oddzielnie ugotuj ziemniaki pokrojone w kostkę i marchewkę. Odcedzone dorzucisz do garnka pod koniec gotowania, groszek zielony (nie za dużo) również. Paprykę dla bezpieczeństwa przed rozgotowaniem możesz ugotować też oddzielnie lub pokrojoną wrzuć do garnka na 10-15 min. przed końcem.

Kluseczki czipetki: żółtko jaja, mąka (ok 1/2 szklanki) i do zarobienia trochę piwa (reszta piwa do natychmiastowej konsumpcji ). Zagnieć ciasto tak, ażeby dały wałkować się w palcach malutkie kluseczki (nie może się kleić, nie może być też twarde). Na talerzu lub tacy podsyp trochę mąki i tam składaj zrobione kluseczki. Gdy zupę doprawisz do smaku i będą już w niej wszystkie składniki, zsuń kluseczki razem z mąką i chwilę pogotuj. To wszystko. Zupa powinna być nieco bardziej pikantna, bo czipetki wchłoną smak.



I uwaga:
Kluseczki robi się wyśmienicie. Pamiętam swoje wielkie zdziwienie, gdy zabrałam się za nie po raz pierwszy. Można  je wykorzystać do dowolnej innej ulubionej zupy z kluseczkami

Etykiety: ,

wtorek, 16 sierpnia 2011

Powakacyjne wspomnienia










czwartek, 11 sierpnia 2011

Pasta z bobu

Z wiekiem człowiek mądrzeje, ponoć ;) Na pewno jednak zmieniają mu się kulinarne upodobania. Jako dziecko nie cierpiałam wielu potraw, w tym zapachu gotowanego bobu. Jednak moja mama - znana wszem boboholiczka - raczyła  nim nas, swoją rodzinę, nałogowo. Nie pomagało "Mamo przecież wiesz, że nie lubię bobu". Wielka miska z parującymi ziarnami trafiała na stół, a mama nieodmiennie zachęcała: "No spróbuj". Resztę rodzinki ogarniał bobowy szał i w zapale wyłuskiwali zielone ziarenka, siedząc na fotelu z nosem w książce, gazecie lub krzyżówce :)

W tym roku sezon na bób przespałam bez wielkiego żalu, aż tu nagle dzisiaj ogarnęła mnie na niego OGROMNA, ale to na prawdę OGROMNA ochota. Kupiłam więc bób mrożony i nie zastanawiając się wiele - ugotowałam. Co z tego, że nie miałam zielonego  pomysłu na to, co dalej z nim uczynić.  A właściwie zielony miałam przed oczami mus, pure .... no dokładnie coś w tym guście :)

Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Przepis zapożyczyłam stąd: 



Wegańska pasta z bobu
paczka bobu (u mnie mrożony)
1 ząbek czosnku 
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki oliwy z oliwek
sól morska gruboziarnista - szczypta lub dwie

Bób ugotować (np. w/g tego przepisu), po przestudzeniu wyłuskać ziarenka. Dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, oliwę, sok z cytryny i szczyptę soli. Zmiksować blenderem. Podawać na kromkach ciemnego pieczywa (u mnie chlebek z czosnkiem niedźwiedzim) lub grzankach z sezonowymi pomidorami.

Na marginesie:
Szperając w sieci za bobowymi pysznościami trafiłam na bardzo ciekawy przepis. Wstawiam  by o nim nie zapomnieć i w przeszłym roku wypróbować. 


W starożytnym Rzymie ta potrawa była swoistym odpowiednikiem popcornu, sprzedawano ją przede wszystkim gościom przybywającym na igrzyska i walki gladiatorów.


Bób smażony:
1 kg bobu 2 szklanka oleju
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu
1 łyżeczka soli ziołowej

Bób umyj i ugotuj w osolonej wodzie do miękkości. Zajmie to około 10-12 minut. Ostudź, a potem osusz na bawełnianej ściereczce. W rondlu rozgrzej 2 szklanki oleju. Temperatura jest wystarczająca, kiedy wrzucone do oleju ziarnko bobu natychmiast wypływa na powierzchnię i zaczyna skwierczeć. Wrzucaj bób niedużymi partiami do oleju i smaż przez 1-2 minuty, nie przejmując się, że niektóre łuski się pootwierają. Po usmażeniu odsączaj na papierowych ręcznikach. Wymieszaj dokładnie sól ziołową, pieprz oraz paprykę i taką mieszanką posyp bób. 

A może powyższy przepis ktoś zna, próbował i może coś o nim powiedzieć?  Będę wdzięczna :)

Etykiety: , ,