wtorek, 22 maja 2012

O pewnym psie i kurczaku i bułce ...

Pierwszy raz zobaczyłam go na Facebooku.
Dokładnie dwa tygodnie temu. Po upalnym majowym weekendzie. Ktoś  go wyrzucił. A jest cudny, przyjacielski, wesoły i ufny. Dokładnie taki, jaki pies powinien być. Wymarzony przyjaciel dla nastoletniego chłopca. Wymarzony pies dla mnie. Wymarzony pies dla dużej rodziny.

Pamiętam innego szczeniaka, dawno temu.
Nie chciałam więcej czuć smutku i bólu, dlatego przez wiele lat o psie po prostu nie myślałam.
Do chwili kiedy ujrzałam GO. Po tygodniu pobytu w rodzinie tymczasowej i nieznalezieniu nowego Opiekuna, chciano oddać psiaka na Paluch. W międzyczasie był u mnie z wizytą.
Serce nie pozwoliło. Zgodziłam się na pobyt czasowy - do czasu adopcji, bo jedno z nas to alergik.
I tak Rex jest już u nas tydzień.
Nauczył się tak wielu rzeczy. Mamy za sobą pierwsze wspólne spacery, zabawy, i ... leczenie. Tak tego ostatniego oczywiście nie dało się uniknąć - jak to z porzuconymi zwierzakami bywa. Ale Rex jest już po kuracji.
No, a gdzie jest bułka, zapytacie ? - Ano jest.
Rex okazał się wielkim miłośnikiem podpiekanych na masełku bułeczek - ozdobionych białą plamką serka :)
Bułek mojego dzieciństwa.

Mogłabym zapisać wiele linijek opowiadając jakim cudownie mądrym i pieknym jest psem i jak nam z nim dobrze.

Na dziś nie wiem jednak jakie jest zakończenie tej historii ....
 A na wielki ciężar, który czuję w sercu nie ma pocieszenia.

I nie jest nim nawet pyszny kurczak, na pomysł zrobienia którego wpadłam ujrzawszy pewne tłuste perliczki ;)

Kurczak w marynacie z limonek.
 Połączenie soku z limonek, miodu i ostrej papryki zapewniam uwiedzie każdego.



Marynata: sok z 3 limonek, 3 posiekane ząbki czosnku, łyżka - lub dwie oliwy z oliwek.

Kurczaka 1,5-1,7 kg natrzeć solą. Zalać marynatą - zostawić na noc w lodówce. Rano kurczaka posmarować 2 łyżkami miodu i łyżką pasty z ostrych papryczek.
Wstawić do piekarnika - nagrzanego do 190 stopni. Piec bez przykrycia około godziny, podlewając od czasu do czasu sosem z dna brytfanki. Po około 40 minutach kurczaka przewrócić na drugą stronę, aby upiekł się równomiernie. Piec do zrumienienia skórki i miękkości mięsa.
Najcudowniej byłoby oczywiście opiekać go w niższej temperaturze przez 3-4 godziny.
Ale kto przy 3 dzieci, psie  i chodzeniu do pracy ma  na to czas ;) ?
Najpewniej o tym wolno piekącym się kurczaku zapomniałabym, wybiegając na nieplanowany spacer ;)









Etykiety:

sobota, 12 maja 2012

Zupa z młodych buraczków.

Opis przygotowania tej zupki koniecznie trzeba zacząć od babci Jadzi i pewnej historii.
Niewiele wspomnień łączy mnie z mamą mojej mamy - babcią Jadwigą. To zaledwie parę migawek. Te jednakże pojawiają się zawsze gdy gotuję letnie lub wiosenne zupki. Zupy są wodniste, jednak - pozwalają zaspokoić zarówno pragnienie jak i nasycić żołądek. Gotuję je z "głowy", tak jak babcia Jadwiga.


Ale miała być opowieść:  proszę bardzo.
Upalne lato, pachnie las na wzgórzu, za domem babci. Pimpek wesoło merda ogonem. Pałęta się za mną zawsze gdziekolwiek idę. Czy to na spalenisko, czy do zakazanego kamieniołomu, gdzie ponoć Niemcy coś zakopali, a jeden z miejscowych się powiesił i odtąd miejsce to straszy zarośniętą, ponurą zielenią. Ja do kamieniołomu nigdy nie wchodzę, lubię jednak ten dreszczyk emocji kiedy ustalamy z kuzynostwem wyprawę w pobliże.
Albo na łąkę. Tak, psiak zdecydowanie woli łąkę, bo tam siadam ze słonecznikiem, a on jest namiętnym fanem słonecznika. Zjadamy go razem; sprawiedliwie obieram jedno ziarenko dla siebie, kolejne dla niego. Pimpek to śmieszny, malutki jasnorudy kundelek, o wesołym usposobieniu. O! Babcia mnie wola :)
- "Ewa nazbieraj proszę parę marchewek, groszek, natkę. Co tam ci wpadnie w ręce"
- Ale ile babciu?
- "Ile chcesz :)"

I z tego' ile chcesz' babcia wyczarowuje zupę cudowna, wodnistą śmieciówkę, którą ja - wieczny niejadek  - zapamiętam na zawsze.

Moja wiosenna zupa z młodych buraczków

pęczek młodej botwinki
6-8 młodych ziemniaczków
1 młoda marchewka
kawałek selera (1/4)
garść natki - posiekanej
garść koperku - posiekanego
sol, pieprz
pół kubeczka śmietany 18%
pól cytryny - wycisnąć sok 


Do 1,5 litra wody wrzucić warzywa:
Seler obrany i umyty,
marchewka umyta, oskrobana i starta na tarce o grubych oczkach
młode ziemniaczki ze skórką ale wyszorowane  - pokrojone na mniejsze kawałki
buraczki super dokładnie wyszorowane - przy korzonkach ewentualnie wycięte miejsca podejrzane o niedomycie z ziemi. Listki odkrojone osobno - wybrać tylko te najpiękniejsze, soczyste.
Młode listki botwinki pokrojone na paski.
To wszystko zagotować w wodzie z łyżeczką soli i odrobią pieprzu - gotujemy na małym ogniu około 20 minut. Po tym czasie trzeba dorzucić natkę i koperek - gotować dalsze 5 minut.  Garnek z zupą zdjąć z ognia.

Wyjąć -  do osobnego naczynia -  buraczki (można razem z kawałkami botwinkowych listków), odlać chochelkę lub dwie zupy - zmiksować.

Z zupy wyrzucić seler, zabielić śmietaną  roztrzepaną z odrobiną wody, wlać sok z cytryny. Sprawdzić smak - możliwe że trzeba  będzie ją dosolić/ odrobinę :)
I w tym momencie otrzymamy aromatyczną jasno różowa zupkę buraczana, można by zakończyć na tym etapie - i ja dla Julci tak właśnie zrobiłam, niemniej cały urok kryje się w zmiksowanych buraczkach, które po dodaniu do garnka zmieniają kolor zupy z jasnego, mlecznoróżowego na pięknie różowy.




Zupa śmieciówka, wodnista, a do tego treść ukryta na dnie ;) Niemniej zachwyca lekkością i smakowitymi kawałkami młodych ziemniaczków wyławianymi z dna talerza. Niekiedy dodaję do takiej zupki 1/2 kalarepki. Ale to niekoniecznie. Lubiana przez wszystkich domowników.
Julcia zjadła zupę 2x raz najpierw bladą - potem z ogromną ciekawością różową. Było przy tym wiele śmiechu.






Etykiety: , ,

czwartek, 10 maja 2012

Wiosenny twarożek z kaparami


Nastał czas lekkich śniadań. Królestwo wiosennych nowalijek.
Za numerem 4 Kuchni podaję przepis na pyszny twarożek z kaparami.
Twarożek przypomina moją ulubiona gziczkę, niemniej kapary diametralnie zmieniają i uszlachetniają tę kompozycję; wiosennej świeżości nadaje krucha i pięknie czerwona rzodkiewka oraz soczyście zielony szczypiorek.


Twarożek z kaparami

100 g świeżego białego sera (polecam ser tłusty z Garwolina)
3-4 łyżki śmietany (lub jogurtu)
3 ładne niezbyt ostre w smaku rzodkiewki
2 łyżki kaparów w zalewie
odrobina cieniutkiego szczypiorku,
przyprawy: pieprz, sól, papryczka chili

Ser rozetrzeć ze śmietaną (zamiennie z jogurtem).
Rzodkiewki i szczypiorek dokładnie umyć , posiekać na mniejsze cząstki. Dodać do sera.
Całość doprawić solą, pieprzem i odrobiną chili.

Podawać z razowym chlebkiem albo w malutkich filiżankach


Etykiety:

czwartek, 3 maja 2012

Majówka, słońce i .. toruńskie pierniki

Na majówkę wyruszyliśmy do Torunia. Połączyć piękne z pożytecznym ;) Małżonek pobiegł w RunToruń, Julcia w niedzielę skończyła 3 latka, a wszyscy razem zachwyciliśmy się toruńską starówką.
Tak. Toruń miasto Kopernika, pierników i ojca Rydzyka. Tego ostatniego na szczęście nie było widać.







Z kulinarnych doznań - postanowiliśmy  przetestować "Stary Młyn" czyli słynną pierogarnię na ulicy Łaziennej.  Obsługa bardzo sympatyczna. Julcia została na wstępie kupiona kolorowanką z kredkami, niby "banał" ale dziecko nie czekało na zamówione dania z niechęcią. Przypadły nam do smaku pieczone pierogi z jabłkiem, ryżem i cynamonem.
Miejsce generalnie godne polecania; obiad syty. Herbaty drogie - po 9 zł za malutki dzbanek. Stoliki na zewnątrz oblężone, w środku zdecydowanie spokojniej.

Tuż obok "Stare Metropolis" równie sympatyczna i co ważne - w miarę niedroga pizzeria. Bardzo dobra pizza i szybka obsługa; jadłam krem z pomidorów z płatkami migdałów - gęsty i smaczny. Zdecydowanie nie warto wybierać największej pizzy - jest nie do przejedzenia. Również nie warto brać przystawek - pizza jest podawana błyskawicznie i to właściwie pomimo pełnego obłożenia stolików.  Makaron z sosem śmietanowym i pietruszką - także całkiem w porządku. Minus za brak klimatyzacji. Przy temperaturze na zewnątrz grubo ponad 27 stopni w środku niewiele chłodniej.

A zdecydowana wtopa ? - "Pasta i basta" w Rynku Staromiejskim. Oczekiwanie na zamówienie było przerażająco długie  - tylko firmowa przystawka i soki -  ponad kwadrans. Przystawką było jedno z dań z kart - grzanki z pastą z bakłażanów. Pasta zimna, zamiast grzanek - pszenne tosty również zimne. Brrr... Z karty wybraliśmy 4 różne rodzaje makaronów, oprócz mojego - choć właściwie nie wiem co otrzymałam -  miało być spaghetti aglio olio, na pewno nie było ;) -  niejadalne.  Na makaron czekaliśmy dobre 40 minut. Zamówione dla dzieci świeżo wyciskane soki z pomarańczy wymienialiśmy - dostały w wysokich szklankach wyłącznie miąższ.

A na deser - wizyta w klimatycznym Muzeum Piernika.
Oj działo się, działo....


Etykiety:

środa, 2 maja 2012

Lekka sałatka kalafiorowa


Właściwie nie wiem czemu nie wstawiłam przepisu na tą bardzo lekką, wręcz typowo wiosenną sałatkę wcześniej ... Robię ją od dobrych 10 lat - a po raz pierwszy poczęstowano mnie nią na parapetówce.



Wersja bardziej urozmaicona jest  wzbogacona jest o młode ziemniaczki - ugotowane ze skórką i pokrojone na cząstki jak cytryna.

Lekka sałatka kalafiorowa


Składniki:
  • pół większego kalafiora (lub 1 mały)
    koperek -2-3 łyżki posiekanego (świeżego lub mrożonego)
  • 2 -3 łyżki majonezu (oczywiście polecam Winiary)
  • Przyprawy: sól, pieprz trójkolorowy lub czarny, mielona papryczka chili
Wykonanie:
Kalafiora pogotować w osolonej wodzie - jakieś 8 minut - tak, aby był lekko twardy. W każdym razie nie dopuścić do jego rozgotowania :) Przestudzić - najlepiej pod przykryciem w tym samym garnku w którym go gotowaliśmy, aby brzydko nie wysechł, a następnie delikatnie rozdrobić nożem na mniejsze cząstki -  w tym kalafiorowe łodyżki. Wymieszać z majonezem. Posypać koperkiem, doprawić solą - szczyptą lub dwoma, następnie pieprzem i chili (koniecznie próbować po jednym obrocie młynka, aby z tymi dodatkami a zwłaszcza chili nie przedobrzyć). 

Sałatka jest bardzo lekka, przeznaczona w zasadzie dla fanów kalafiora i ... wegetarian ;) 

Świetnie komponuje się z chrupiącą bagietką.  I jako dodatek do grilla :0)

Etykiety: , ,