piątek, 23 września 2016

Moved Permanently




My blog has moved here (click)

Przeniosłam bloga tutaj (klik)

niedziela, 12 czerwca 2016

Tarta rabarbarowa

Zwycięska tarta,
którą zamieściłam w uniwersyteckiej książce kucharskiej
wydanej na 200-lecie UW.

Polecam, bo sezona na rabarbar nadal trwa :)
tarta, rabarbar

 Tarta Rabarbarowa

125 g masła (najczęściej kostki masła mają po 200 g)
szklanka mąki pszennej - u mnie tortowa
1/3 szklanki zmielonych płatków migdałów
1/3 szklanki cukru 1 cukier waniliowy
2 żółtka

Dodatkowo:
bułka tarta do wysypania formy + odrobina masła do jej wysmarowania

okrągła forma do tart
garść migdałowych płatków i garść mąki  (do kruszonki)
Ciasto zarabiałam ręcznie - łącząc w misce wszystkie składniki.
Ciasto chłodziłam około 1h w lodówce - zawinięte w woreczek foliowy.


Nadzienie:
5 łodyżek rabarbaru obranego ze skórki i pokrojonego na około 1 cm kawałki
2-3 łyżki cukru
20g masła
2 szczypty cynamonu

Rabarbar posypałam cukrem, odstawiłam na pół godziny. Przesmażyłam na patelni na maśle do momentu kiedy zrobił się miękki  - wyglądem  odrobinę przypominał rabarbarowa marmoladę ;) Dodałam cynamon. Odsączyłam masę na sitku.

Piekarnik rozgrzałam do 190 stopni (dla formy porcelanowej). Jeśli jednak macie cieniutką formę do tart - np. teflonową wystarczy piekarnik nastawić na180 stopni.

Dno i boki  formy wysmarowałam masłem i posypałam bułką tartą.

2/3 ciasta rozłożyłam na dnie i bokach - prawie jak na klasyczną tartę, z tą jednak różnicą że absolutnie nie przejmowałam się brzegami. Spód podpiekłam przez 10 minut w piekarniku.
Formę po tym czasie wyjęłam z piekarnika (uwaga gorące) i wyłożyłam na ciasto masę rabarbarową.

Pozostałą 1/3 część ciasta połączyłam z garścią mąki i garścią migdałowych płatków. Starłam na tarce - na masę rabarbarową.


Formę włożyłam ponownie do piekarnika. Piekłam 25 minut, po zrumienieniu wierzchu (jakieś 15-18 minut) ciasto przykryłam folią aluminiową nie zmniejszając temperatury.
Podawałam do jedzenia - lekko ciepłą.


 

piątek, 27 maja 2016

Bułgaria i sałatka ziemniaczano-krabowa

Na ostateczną zachętę :)
 
 
No i na koniec:
Salatka ziemniaczano-karabowa z oliwkami i kukurydzą.
Niestety, zatopiona w majonezie
 - niemniej inspiracje można, jak najbardziej, czerpać :)


czwartek, 26 maja 2016

Nesebar


Stare miasto Nesebar (Nesebyr)


 
Położone w prowincji Burgas. Nazywane perłą Morza Czarnego. Wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.  Jako, że mieszkaliśmy całkiem niedaleko,  zwiedzić je było obowiązkiem :) I chyba jednym z najprzyjemniejszych obowiązków, podczas "włóczęgi" po bułgarskim wybrzeżu.


Stara, zabytkowa część Nesebaru położona jest na półwyspie, połączonym z lądem wąskim pasmem drogi. Bez trudu dostępna dla samochodów. Zaraz po wjeździe, dostępny olbrzymi - wygodny parking.

 
Jeszcze na początku ubiegłego stulecia, Nesebar pozostawał turystycznie zapomniany.
Ponownie został odkryty po wybudowaniu, w latach socjalistycznego prosperitum, Słonecznego Brzegu" (1956). Czyli największego, najbardziej znanego kompleksu turystycznego Bułgarii. Dla mnie osobiście odrażającego (bo ludzie wszędzie, i w ogóle nie nie nie).
 
Z okresu kiedy mieszkali tu Trakowie (ósmy wiek p.n.e.), odnaleziono w Nesebarze pozostałości murów obronnych. Później miasto przejęli na czas jakiś Grecy, a w 72 roku p.n.e. zostało włączone do Cesarstwa Rzymskiego.Intensywny jego rozwój nastąpił za panowania cara Iwana Aleksandra. Z tego okresu pochodzi np. Cerkiew ChrystusaPantokratora.

W 1453 roku Nessebar stał się częścią imperium osmańskiego.

Co można zwiedzić?

Muzeum Archeologiczne
Cerkiew Św. Stefana
Cerkiew Św. Spassa  
Cerkiew św. Paraskewy



Zwiedzając Nesebar w okropnym upale, szukaliśmy schronienia w cieniu  drzew lub pod pokryciami straganów.
Uliczki, skąpane w prażącym słońcu, dawały poczucie odrealnienia czasu i miejsca.
Może dlatego, że chwilami zwiedzaliśmy je zupełnie samotnie ?

Posumowując: Stare Miasto jest niezwykle urokliwe; w pamięć zapadają wąskie uliczki, kamienne domy. Prześwitujące między murami morze. Są też liczne restauracje ... i wszechobecne stragany z pamiątkami.



 

 Niestety, wypatrzyliśmy i takie "pamiątki":


Etykiety:

piątek, 20 maja 2016

Paella Valenciana

Syn wręcz zażądał, abym doszkoliła się w gotowaniu paelli. 
Cóż, wydawało mi się, że to co gotuję paellę przypomina...
Niewątpliwie się myliłam ;)

Niedawno, całkiem przypadkiem znalazłam się w niezwykłym miejscu. 
Przypadkiem, wzięłam udział w niecodziennym kursie gotowania,
pod bacznym okiem mistrza i mistrzyni kuchni.
 Na kurs gotowania zaproszono mnie do
http://www.valenciaclubcocina.com/es/wp-content/themes/VCC/images/logo_vcc.jpg

A moje danie popisowe to obecnie Paella Valenciana!


Wykonanie i przepis proste - pod warunkiem posiadania oryginalnych składników :)


sobota, 6 lutego 2016

Tort wściekle różowy na Walentynki (lub nie)

 
Na biszkopt:
7 jaj "0"-  trzymanych chwilę poza lodówką, aby uzyskać temp. pokojową
200 g cukru pudru
1 szklanka (144 g) mąki pszennej
1/3 szklanki (50 g) mąki ziemniaczanej
czubek od noża różowego barwnika w proszku
szczypta soli do ubicia białka

Dodatkowo: tortownica  (w oryginale o średnicy 24 cm - u mnie  mniejsza), wyłożona papierem do pieczenia

0. Piekarnik nagrzać do 180C.
1. Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli (u mnie największa wartość obrotów KA). Dodawać po łyżce cukier puder - nie przerywając miksowania (puder może troszkę "prószyć" na boki). Ubijać przez około 2 minuty, aż białka będą błyszczące.
2. Potem - ciągle ubijając, dodawać po 1 żółtku. Przerwać ubijanie.
3. Dosypać barwnik - znów ubijać przez chwilę, do równomiernego rozprowadzenia koloru. Jeśli uznacie, że kolor ciasta  nie jest jeszcze zadawalająco intensywny - dosypać dosłownie milimetr barwnika.
4. Przesiać przez sitko mąkę pszenną i wymieszać ją z mąką ziemniaczaną. W trzech partiach dodać mąkę do różowej masy jajeczno-cukrowej - za każdym razem miksować krótko (u mnie na najmniejszych obrotach miksera) do połączenia się składników.
5. Ciasto przełożyć do tortownicy i wstawić do piekarnika.
6. Piec przez 30 minut (lub do suchego patyczka), od razu wyjąć z piekarnika i odstawić na blat.
7. Ostudzony biszkopt pokroić na 3 krążki. Skrawki biszkoptu zachować i zmiksować na okruszki - posłużą za ozdobę tortu. Ja miałam wierzch ciasta nieco bardziej przypalony, więc go odkroiłam i bez żalu wyrzuciłam.

Masa:
10 łyżek cukru pudru
750 g mascarpone (zimnego)
własnoręcznie bita śmietana z kremówki

Dobrze wymieszać składniki.

Pącz do nasączenia biszkoptu: woda mineralna + sok z cytryny
Do ozdoby - kulki rafaello, zmiksowane okruszki biszkoptu i zmiksowane orzechy.



Biszkopty nasączyć pączem, przekładać masą z serka i bitej śmietany. Wierzch i boki również posmarować masą, obsypać okladnie okruszkami ciasta i orzechów. Na koniec umieścić kulki rafaello.

No i najważniejsze: dobrze się bawić zajadając tort, którego środek niewątpliwie zadziwi - najlepiej z najbliższymi.


czwartek, 14 stycznia 2016

2016

Dobrze zacząć Nowy Rok :)

2016 z nowymi nadziejami

i pomysłami

Wszystkiego dobrego !


czwartek, 10 grudnia 2015

Kołduny mamy Miłosza

Przedświąteczne przygotowania leżą. 
To najbardziej oględne stwierdzenie. 
Jestem z nimi tak bardzo do tyłu, że chyba bardziej już sobie nie wyobrażam. 
Oprócz świątecznego piernika, który cudem udało mi się nastawić,
nawet nie zabrałam się do tworzenia listy potraw.
A winowajcy, bo przecież zawsze być muszą?
Przedłużająca się choroba, niemożność połażenia po sklepach i brak zimowej aury za oknem.
Ha! Znalazłam aż trzech!

Na pewno jednak, w tym roku na świąteczny obiad wjadą wraz z czerwonym barszczem (rzecz jasna - domowej roboty)  kołduny mamy Miłosza. Robiłam je dokładnie raz; wyszły rewelacyjnie i spotkały się z rewelacyjnym przyjęciem. Powtórzę więc ten cud ogólnego zadowolenia ;)
Rewelacyjne Kołduny 
w/g mamy Milosza

Mięsne nadzienie:
0,5 kg mięsa wołowego z dużą ilością tłuszczu
0,5 kg mięsa wieprzowego (karkówka, łopatka)
2-3 ząbki czosnku - wyciśnięte przez praskę
sól, pieprz
odrobina zimnej wody do wyrabiania (kieliszek od wódki)

Powyższe składniki połączyć, wyrabiać około 20 minut.

Ciasto pierogowe:
Ciasto z przepisu w/g proporcji 1,5 szklanki mąki, 1/2 szklanki gorącej wody, szczypta soli, łyżka oliwy z oliwek 

Dodatkowo: aromatyczny rosół drobiowo-wołowy

Ciasto na kołduny wykrawać kieliszkiem - mamy w założeniu otrzymać tycie krążki ciasta pod mięsne nadzienie. Nadziewać przygotowanym farszem, zlepiając dokładnie brzegi. Można zwinąć lub pozostawić niezawinięte.

Gotowe kołduny, do czasu gotowania, odkładać na lnianą ściereczkę (koniecznie pod przykryciem, aby nie wyschły) lub zamrozić - pojedynczo (ja mrożę na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia). Po zamrożeniu, zebrać do woreczka i pozostawić w zamrażalniku.

Kołduny przed podaniem gotować 10 minut w przygotowanym uprzednio rosole (najlepiej wołowo- drobiowym). Podawać z klarownym, czerwonym barszczem.


Etykiety: ,

niedziela, 1 listopada 2015

Ciasto dyniowo-pomarańczowe na Halloween

Cóż, ciasto powstało zupełnie przypadkiem - zamiast ciasteczek, na które przepis wyszperałam przy okazji halloweenowych inspiracji. Pokombinowałam, pozmieniałam i wyszło na prawdę nieźle :)

Ciasto dyniowo-pomarańczowe
  •  kostka (200g)  dobrej jakości masła 
  • 1 jajko 
  • 50 g pure dyniowego
  • 1 łyżeczka  proszku do pieczenia
  • pół szklanki cukru 
  • 150 g mąki pszennej 
  • 150 g mąki krupczatki
  • pół szklanki płatków owsianych błyskawicznych 
  • słoiczek dżemu z pomarańczy + 5 dodatkowych łyżek pure z dyni
  • na wierzch ciasta - czekolada z gotowej torebki lub polewa własna
Uwaga - przepis na małą kwadratową blachę!
Pure z dyni: 
Dynię (kawałek grubości złączonych dłoni) pozbawiamy pestek i skóry. Następnie kroimy na cząstki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Blachę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 st. C. Pieczemy około 40 minut - lub do czasu gdy miąższ będzie miękki. Niekiedy warto odwrócić po połowie czasu pieczenia kawałki dyń na drugą stronę. Dynię z blachą wyjmujemy z piekarnika, pozwalamy nieco ostygnąć, przekładamy do wysokiego pojemnika i miksujemy do konsystencji pure.


Ilość otrzymanego pure w zupełności wystarcza zarówno do powyższego ciasta, jak i sernika dyniowego :)

Ciasto:

Masło utrzeć z cukrem do białości. Dodać resztę składników tj. całe jajko, pure z dyni, przesianą z łyżeczką proszku do pieczenia mąkę (obie mąki). Utrzeć - ciasto będzie miało lepiącą konsystencję, następnie dosypać płatków owsianych - wymieszać do równomiernego ich rozprowadzenia. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Nanieść spód ciasta, na to rozprowadzić cały dżem, na dżem kilka łyżek pure dyniowego. Przykryć pozostałym ciastem. Wstawić do nagrzanego piekarnika 180 C z termoobiegiem - piec około 45 minut. Po 30 minutach wyłączyłam w piekarniku termoobieg i ciasto dopiekało się - - do zrumienienia się górnej warstwy ostatnie 15 minut bez termoobiegu. Piekłam bez dodatkowego przykrycia.

Po lekkim przestudzeniu - wierzch ozdobiłam polewą czekoladową.

czwartek, 25 czerwca 2015

Spaghetti aglio e olio i bób.


Był czas, że nie cierpiałam bobu. 
Bobu - bogatego w  wapń, żelazo, magnez, a także białko i cenny błonnik.
Nielogiczne, a jednak - sam zapach  gotującego się bobu powodował, że wolałam wybyć z domu celem dowolnej łazęgi, niż wąchać unoszący się wszędzie jego zapach.
Zresztą - pisałam Wam o tym, przy okazji przepisu na Pastę z bobu :)
Na szczęście dla mnie, bobowy gust zmienił mi się diametralnie.
Ponieważ znów nastał sezon - przedstawiam kolejną jego odsłonę.
Przepis nie powstałby, gdyby nie moje ukochane Spaghetti aglio e olio.
Tym razem wzbogacone o ziarenka bobu.

Spaghetti aglio e olio e con fave

Nie znam włoskiego, ale mam nadzieję, że nazwę dopasowałam w miarę poprawnie :)
Składniki:
1 szklanka bobu
1 opakowanie ulubionych nitek spaghetti
1 łyżeczka soli
odrobina oliwy z oliwek
1 papryczka chili
2 ząbki młodego, polskiego czosnku
odrobina siekanej natki pietruszki  (opcjonalnie)
Jak ugotować bób:  ziarenka płuczemy na sitku pod zimną wodą, starając się usunąć ewentualne niezdrowe lub zepsute ziarna.  Gotujemy dokładnie jak każde warzywo, zalewając zimną wodą i doprowadzając (pod przykryciem) do wrzenia. Bób gotowany krótko, około 3-5 minut od zagotowania, powinien być zielony i chrupki. Ale nie przejmujcie się  - przytrafiające się na pewno "stare" ziarna i tak będą "mączne".  Po ugotowaniu - ziarenka wyłuskujemy z łupinek - po lekkim  przestudzeniu.
1. Nastawiamy garnek z wodą (koniecznie z łyżeczką soli i łyżką oliwy) na makaron. Makaron gotujemy al dente  (włoskie nitki spaghetti Barilla - dokładnie 12 minut).
2. W tym czasie: ząbki czosnku obieramy, kroimy na najcieńsze z możliwych plasterki. Papryczkę płuczemy, odrzucając ogonek  - drobno kroimy. 
3. Na patelni rozgrzewamy oliwę - wrzucamy czosnek i papryczkę, przesmażamy około 1 minuty. Dodajemy wyłuskane ziarenka bobu - przesmażamy dalszą minutę. Zdejmujemy patelnię z ognia, zalewamy odrobiną wody z gotującego się makaronu, zostawiamy do momentu aż makaron będzie gotowy. 
4. Makaron odcedzamy na sitku - nadal gorący przerzucamy na patelnię i mieszamy. Wykładamy odpowiednie porcje na talerze - opcjonalnie posypując danie zieloną pietruszką. Pyszne :)

Nie wiem jak Wam, ale mi w zupełności wystarcza takie wegańskie danie!
Niemniej mężowi dodatkowo serwuje owo spaghetti z jajkiem sadzonym:) 
Mniam!



Etykiety: , , ,

niedziela, 7 czerwca 2015

Quinoa - i pyszny farsz

 Hmmm... Jeszcze miesiąc temu nie miałam pojęcia że istnieje coś takiego jak Quinoa.
Równie obce jest mi pojęcie komosy ryżowej, które często stosuje się zamiennie. 
No cóż, po polsku odpowiednik quinoa, to pewnie coś pomiędzy kaszą i malutkimi kiełkami.
Choć właściwie trudno znaleźć dobre porównanie ;) 

Jak wyczytałam na zakupionym przeze mnie opakowaniu, "Quinoa czarna Livity" pochodzi z górskich rejonów Peru i jest niezwykle zdrowa dla organizmu. Jednocześnie quinoa czarna to najrzadsza z odmian. Ma lekko orzechowy posmak, dziwnie chrupie między zębami i niewątpliwie korzystnie wpływa na pracę jelit ;)

Jak przygotować Quinoa? Chyba nie ma prostszego opisu niż ten poniżej:

  1. Ziarna quinoa dokładnie płuczemy - najlepiej na sitku o drobnych oczkach, pod  bieżącą, zimną wodą - dokładnie tak, jak ryż na sushi.
  2. Przesypujemy do garnka z nieprzywierającym dnem, zalewamy wodą - około 1 cm nad powierzchnię ziaren (dokładny stosunek to 2 części wody na 1 część nasion). 
  3. Doprowadzamy do wrzenia - pod przykryciem, zmniejszamy ogień na minimalny - gotujemy około  15-20 minut, jednak tylko do czasu całkowitego wchłonięcia wody i pojawienia się białych kiełków. Odstawiamy na bok.

Co z quinoa przygotowałam?
Zaproponuję Wam danie jak zwykle proste i niepracochłonne.

Papryka faszerowana quinoa

8-10 szt. białej papryki (igołomskiej)
2 kalarepki
1  młoda cebulka cukrowa
1 paczka brązowych pieczarek
pół pęczku koperku
sól, pieprz, olej lniany
1 puszka pomidorów w całości
1 kulka mozzareli

100 g  czarnej quinoa z powyższego przepisu

Pieczarki obieramy ze skórki. Niestety  ;)) kroimy na mniejsze cząstki - a nie przepuszczamy przez sitka tarki, co pewnie jest odrobinę bardziej pracochłonne, ale większe cząstki pieczarek doskonale komponują się z drobniutką quinoa. Więc na prawdę warto ;) Koperek płuczemy i siekamy. Cebulkę cukrową siekamy w kosteczkę.

Na patelni podsmażamy - na oleju lnianym, cząstki pokrojonych pieczarek - do momentu aż puszczona przez pieczarki woda prawie całkowicie odparuje, a one same nie zaczynają się jeszcze przysmażać. W tym momencie solimy szczyptą lub dwiema soli morskiej, dodajemy posiekaną cebulkę (dodałam też resztki papryki spod ogonków) - chwilkę (dosłownie 1 minutę) podsmażamy. Doprawiamy świeżo mielonym pieprzem, dosypujemy quinoa, mieszamy. Na końcu dodajemy posiekany koperek.
I w zasadzie to danie jest gotowe. Można nie bawić się w nic dalszego - po prostu zaserwować i z przyjemnością (zaspokajając wreszcie ciekawość smaku quinoa) zjeść!

Jeśli zabawa ma trwać dalej - obieramy kalarepki i kroimy na plasterki; papryczki odcinamy z ogonków, czyścimy środek. Do każdej papryki nasypujemy odrobinę soli, kropelki oleju i napełniamy farszem  z pieczarek i quinoa. Dno żaroodpornego naczynia skrapiamy olejem, układamy papryki oraz plasterki kalarepki, zalewamy puszką pomidorów, odrobinę solimy po wierzchu. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika 180-200 st - zapiekamy 20 -30 minut. Przed końcem dokładamy ser podarty palcami na drobniejsze cząstki, zapiekamy do zezłocenia się mozzareli.
Podajemy na ciepło.

W tym daniu najlepsze są kalarepki, a ja zdecydowanie wolę ten farsz przed nadzieniem papryk i zapieczeniem.




Etykiety: ,