Kompot latem

Czym najlepiej ugasić pragnienie w upalne letnie popołudnie?
Jestem zwolenniczką zwyczajnych kompotów :) Tradycja ich picia, sięga głęboko do wspomnień z dzieciństwa. Babcia Jadwiga, która po wojnie osiadła w poniemieckiej chałupie na południu Polski, latem gotowała dla wszystkich domowników gar kompotu. Z tego co akurat było pod ręką. A chętni byli. Przy zbiorach, w upalnym słońcu, lekko kwaskowy kompot doskonale gasił pragnienie. Zrobiony na krystalicznie czystej wodzie z własnej studni. Tą wodę też pamiętam, gdy się jej nabierało do wiadra - była lodowato zimna. I cudowna w smaku. Woda oligoceńska nabierana w warszawskich studzienkach jakoś daleko odbiega od tamtego ideału ;)Po Ś.P. babci zostało mi chyba to, że kompoty latem robię naprędce i z tego co mam akurat pod ręką.
Ot, chociażby wczoraj - 5 śliwek, jedno kwaskowate jabłko, 3 niepełne łyżki cukry i półtora litra wody oligoceńskiej. Wodę zagotować, do wrzątku wrzucić połówki śliwek oraz obrane i pokrojone na cząstki jabłko. Dosłodzić cukrem, gotować pod przykryciem ok 5 minut. Pozostawić pod przykryciem do ostygnięcia.

Etykiety: Napoje
<< Strona główna