piątek, 10 maja 2013

Flippimns' Burgres - czyli najmodniejsza hamurgerownia w Sztokholmie :)

A było tak: najmodniesza burgerownia w Sztokholmie - obowiązkowa kolejka. Stoimy w strugach deszczu, przed wejściem - na zimnie, przy zacinającym, północnym wietrze... Czy warto było.?
Tak zdecydowanie,  w środku - cieplutko, przytulnie. Szybka obsługa, parujące  - świeże hamburgery, podane w koszyczku z frytkami. Do tego organiczna herbata, i ciepłe mleko dla dzieci.
Wokół nas tłum, luźne rozmowy, przerywane zagłębieniem się w smakowite kąski hamburgerowych buł.
Na blacie ciekawie wydana książka o początkach lokalu i wiele przepisow - niestety po szwedzku, w dodatku w cenie 200 ichnieszych koron. Jak dla mnie -  za droga i w dodatku w języku nieznanym, Niemniej są tam zdjęcia - te urzekają, porywają. Zachłannie wertuję publikacje,  strona po stronie. Myślę " Ktoś kto niewątpliwie ma  fotograficzne "oko" je zrobił" Przemawiają, nie trzeba znać szwedzkiego, by się zachwycić, zrozumieć. Ja więc się zachwycam, żałuję jednak 200 koron ;)

- No więc tak, na zawsze  - w pamięci ten chłodny majowy wtorek pozostanie. I Flippin' Burgers.














Etykiety: