poniedziałek, 28 marca 2011

Carpe diem

W weekend byliśmy z wizytą w u babć. Niestety pogoda nas nie rozpieszczała - termometr pokazywał 2, w porywach  6 stopni. Po powrocie do domu - pogoda  zdecydowanie stała się bardziej przyjazna, ale to wciąż nie jest TO. Przedsmak tego, co za kilka tygodni nastanie, już miałyśmy :) W ferie urokliwie przywitało na wieczne miasto skąpane w wiosennym słońcu. Jak zwykle - pełne turystów. I nieodmiennie zachwycające.

Dzisiaj, na spacerze, szukałam z Julą oznak prawdziwej wiosny i udało nam się wypatrzyć krokusy i przebiśniegi. Wszystko cudnie skąpane w ostrym słońcu. I mimo chłodnego wiatru bardzo się z tego spaceru cieszyłyśmy.

Takie szczęśliwe chwile, zamknięte w bańkach wspomnień.

Zapamiętane.









Moje Carpe diem to również chwile nad filiżanką kawy. Zamykam dłonie wokół porcelanowej kruchości i ... czuję chwilę. Rano o poranku albo w południe kiedy bywam już zmęczona, albo wieczorem dla samej radości jej picia.