Nie. Post nie będzie miał nic wspólnego z plażą.
Z wakacjami również.
Chociaż żałuję.
Bo może to dobry pomysł, aby w środku zimowych ferii przypomnieć sobie ... eh,
Nie.
Jednak na pewno nie.
Wracam więc do waikiki. I zagadki, skąd dzisiejszy tytuł.
Pamiętacie mój zachwyt nad dukanową galaretą z łososia? No więc, przygotowując firmową wigilię zwróciłam uwagę na jedną z proponowanych mi przekąsek - tymbaliki z wędzonego pstrąga. I postanowiłam uraczyć domowe towarzystwo tą miniaturową namiastką zimnych nóżek. A że akurat pod ręką były świeże karpie, wykorzystałam głowy i resztki ryb do przygotowania aromatycznego, rybnego wywaru , a potem ... potem pobawiłam się z przygotowaniem malutkich tymbalików z gotowanego karpia, z zielonym groszkiem dla podkreślenia koloru, przepiórczym jajeczkiem do towarzystwa, tudzież odrobiną natki pietruszki dla wzmocnienia smaku.
Zachwyt męża nad waikiki nie miał końca.
Tymbaliki zamienione w plażę. Po prostu. Śmieszna gra słów.
I niech tak już zostanie.
Dzisiaj jednak nie zaserwuję tymbalików, tylko zwyczajną ich odmianę.
Czyli po mojemu "galat", a dla zdecydowanej większości towarzystwa "zimne nóżki" ;)
Kto chętny - niech się pobawi w zamianę galatu, w urocze miniaturowe przystawki serwowane na liściach sałaty (z obowiązkowymi ćwiartkami cytryn dla podkreślenia urody).
Galat z drobiowego rosołu. Po mojemu.
Z wakacjami również.
Chociaż żałuję.
Bo może to dobry pomysł, aby w środku zimowych ferii przypomnieć sobie ... eh,
Nie.
Jednak na pewno nie.
Wracam więc do waikiki. I zagadki, skąd dzisiejszy tytuł.
Pamiętacie mój zachwyt nad dukanową galaretą z łososia? No więc, przygotowując firmową wigilię zwróciłam uwagę na jedną z proponowanych mi przekąsek - tymbaliki z wędzonego pstrąga. I postanowiłam uraczyć domowe towarzystwo tą miniaturową namiastką zimnych nóżek. A że akurat pod ręką były świeże karpie, wykorzystałam głowy i resztki ryb do przygotowania aromatycznego, rybnego wywaru , a potem ... potem pobawiłam się z przygotowaniem malutkich tymbalików z gotowanego karpia, z zielonym groszkiem dla podkreślenia koloru, przepiórczym jajeczkiem do towarzystwa, tudzież odrobiną natki pietruszki dla wzmocnienia smaku.
Zachwyt męża nad waikiki nie miał końca.
Tymbaliki zamienione w plażę. Po prostu. Śmieszna gra słów.
I niech tak już zostanie.
Dzisiaj jednak nie zaserwuję tymbalików, tylko zwyczajną ich odmianę.
Czyli po mojemu "galat", a dla zdecydowanej większości towarzystwa "zimne nóżki" ;)
Kto chętny - niech się pobawi w zamianę galatu, w urocze miniaturowe przystawki serwowane na liściach sałaty (z obowiązkowymi ćwiartkami cytryn dla podkreślenia urody).
Galat z drobiowego rosołu. Po mojemu.
- 250 ml klarownego wywaru z rosołu,
- pół ugotowanego kurczaka ( bez piersi)
- puszka drobnoziarnistego groszku bonduelle
- 1 ugotowana marchewka
- odrobina zielonej natki
- pieprz
- 2-3 łyżeczki żelatyny
Jeśli gotować będziecie kiedyś rosół odlejcie szklankę lub dwie. Do jeszcze gorącego dodajcie żelatynę (ilość w/g zaleceń producenta) i mieszajcie do jej rozpuszczenia. Odstawcie na bok.
Mięso na którym gotowała się zupa, po przestudzeniu, należy oddzielić od skóry i kości, i - najlepiej palcami - rozdrobnić na mniejsze kawałki.
W półokrągłym (najlepiej szklanym) półmisku ułożyć kolejno warstwy: gotowane - rozdrobnione mięsko, groszek - odrobina, pokrojona na plasterki marchewka, zielona pietruszka. Całość posypać świeżo zmielonym pieprzem (szczypta lub dwie). Zalać przestudzonym wywarem. Wstawić do lodówki.
Podawać do góry nogami - czyli wyjęte z półmiska.
Zwolennicy zalewania meduzy octem są u mnie w zdecydowanej mniejszości, ale niech już będzie - dla nich podać dobrej jakości ocet winny (zamiast cytryny).
0 komentarze:
Prześlij komentarz